378 (69). „Mała baletnica” Wiktor Mrok

378 (69). „Mała baletnica” Wiktor Mrok

Wydawnictwo Initium

587 stron, oprawa miękka

2018

„Po chwili na ekranie środkowego monitora pojawiła się witryna internetowa ze stylowym logo, którego tło stanowiła ubrana w prześwitującą bieliznę dziewczynka, pięcioletnia, może ciut starsza.”

Przed rozpoczęciem lektury byłam kilkukrotnie ostrzegana, że jej tematyka może mną wstrząsnąć. Jako matka dwóch córek, w tym jednej kilkuletniej muszę przyznać, że poczułam lekki dreszcz na plecach. Jednak nie do końca tego oczekiwałam po „Małej baletnicy”… I chociaż wątek dziecięcej pornografii to zdecydowanie jeden z mocnych tematów, to jego przedstawienie w książce nie było drastyczne, wulgarne, ani zbyt wstrząsające. Bardziej pokazano cały proceder od strony biznesowej i psychologicznej.

” – Wejdziesz z facetem pod prysznic i umyjesz mu plecy, jeśli cię poprosi? Na golaska? Taki męski eksperyment? – Sewa posłała mu ironiczny uśmiech.”

Główna akcja toczy się wśród rosyjskich policjantów. Badają oni sprawę okrutnego morderstwa instruktorki baletu, u której w tajnym pomieszczeniu zostaje znaleziona specyficznie związana dziewczynka… Śledczy podążają tropem niemoralnych praktyk zamordowanej kobiety, ale ktoś wyprzedza ich o krok pozostawiając za sobą kolejne ciała. Całość powieści została skonstruowana na podstawie autentycznych wydarzeń, i to dla mnie spory atut. Jednak wiele elementów mnie w tej historii drażniło.

„Będziesz udzielać porad w kwestiach strojów i fryzur, a w wolnych chwilach dorabiać w policji jako psycholog do spraw trudnych, niemożliwych i chujowych.”

Przerysowane postaci policjantów momentami mnie irytowały. Jedną trzecią książki zajmują alkoholowe przeboje mundurowych. Wódka leje się tam litrami, także w czasie służby. Potem jest leczenie kaca klinem. Zalewanie robaka z powodu problemów, z radości i bez okazji – nie wiem, czy faktycznie w rosyjskiej policji tak bardzo szerzy się alkoholizm, czy autor wykorzystał i podkolorował jeden z popularnych stereotypów. Dla mnie te „procentowe” elementy odwracały uwagę od poważnego tematu i spłycały przekaz, czyniąc go momentami komicznym.

” -[…]zwykle wyobrażamy sobie pedofila jako faceta, który czai się pod szkołą z lizakami i porywa dzieci. A potem je bije, głodzi, poi wódą, szprycuje narkotykami i brutalnie wykorzystuje.[…] Większość z nas nie jest w stanie pojąć, że dzieciakowi wystarczy obiecać nową komórkę i już tryska entuzjazmem.”

Wiktor Mrok w „Małej baletnicy” opisał całkiem inny wzór zachowania pedofilów. Pokazał jak łatwo jest zmanipulować nawet kilkuletnie dziewczynki i wykorzystać, pozornie nie robiąc krzywdy. Mechanizmy „werbowania” kolejnych ofiar to złożony proces psychologiczny, w pewnym momencie uzależniający ofiarę od oprawcy i wytwarzający w dzieciach poczucie obowiązku pomieszanego ze wstydem. Bo jeśli od maleńkości wpajamy dzieciom, że mają być posłuszne wobec dorosłych, wypełniać ich polecenia i być „grzeczne”, to jak możemy od nich oczekiwać asertywności i sprzeciwu wobec poleceń tych dorosłych?

„Część z owych dziewczynek wyprze ze świadomości te seksualne zabawy, część nie. Ale w obu przypadkach będą one tkwić w tych młodych główkach[…] Musimy z nimi porozmawiać, wytłumaczyć im wszystko i zapobiec dewiacjom w późniejszym, dorosłym życiu.”

Książka Wiktora Mroka uświadomiła mi, że współczesnemu społeczeństwu brak świadomości tego, co się dzieje tuż obok nich. Czym są wszechobecne „fabryki” małych modelek, produkujące kilkuletnie lolitki z kilogramem makijażu na twarzy? Nasz pęd do sławy przerzucamy często na dzieci, popychając je w świat, w którym nie ma intymności a ich ciała przestają do nich należeć.

Pedofilia to temat niejednokrotnie zamiatany pod dywan. Ludzie oburzają się, gdy o tym słyszą, ale gdy dzieje się to zbyt blisko nich – odwracają głowy. Bo przecież to niemożliwe… A statystyki są nieubłagane – pedofilia oraz wykorzystywanie dzieci w celach pornograficznych zatacza coraz większe kręgi i staje się biznesem na ogromną skalę. I chociaż czasem dochodzi do, nawet spektakularnych, sukcesów i zamknięcia tych „produkcji”, to w ich miejsce za chwile rozkwitają kolejne. Bo dopóki jest popyt, będzie też i podaż…

Wbrew temu, co mi sugerowano, polecam tę książkę szczególnie rodzicom. By poznali jak subtelnymi metodami potrafią się posługiwać różnej maści zboczeńcy. I by uświadomić im, jak łatwo jest przekonać dzieci do współpracy. Za nowy sprzęt elektroniczny, zabawkę, czy chwilę uwagi, jakiej nie zaznają w domach, młodsze i starsze dzieciaki czasem same łatwowiernie pchają się w ręce pedofilów…

Za egzemplarz książki dziękuję

Oraz

Tagged with: , , , , , , , , , ,

2 comments

  • Anneta

    „Jedną trzecią książki zajmują alkoholowe przeboje mundurowych. Wódka leje się tam litrami, także w czasie służby”… chyba czytałyśmy inne książki, bo ja nie zauważyłam przesady w pokazywaniu zachowań policjantów. Tych alkoholowych przede wszystkim.

    Reply to Anneta
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      Takie było moje subiektywne odczucie. Jest tam nawet scena z raczeniem się wódką z lekarzem na oddziale

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*