437(32). „Z dna” Piotr Jastrzębski

437(32). „Z dna” Piotr Jastrzębski

Wydawnictwo DK Media

164 strony

2017

Z dna widać wszystkich. Mało kto jednak dostrzega dno.

Boże jaka to jest dobra książka! Chociaż określenie „dobra” nie oddaje zupełnie klimatu, wartości i niesamowitości tej historii. Jest przede wszystkim autentyczna i boleśnie prawdziwa. Na dodatek ma w sobie jakiś magnes, który nie pozwala się oderwać. Plastyczne, momentami naturalistyczne opisy przeplatają się z lekko onirycznymi fragmentami podkreślającymi ogromną wrażliwość autora. To historia opowiedziana z dna, z miejsca, do którego można trafić bardzo łatwo i niespodziewanie. A wydostać z niego udaje się nielicznym. I to też nie do końca, bo „dno” zostaje w nich na zawsze. 

Na dnie wspomnienia są najgorszą zmorą, nostalgia prędzej zabije niż głód,
mróz czy alkohol. Im bardziej kolorowe, tym groźniejsze.

Ile razy krzywiliście się na widok śmierdzącego menela pod sklepem? Unurzani w brudzie, chwiejący na nogach, pchający zdezelowane wózki dziecięce wypełnione złomem i śmieciami – najpodlejsi z podłych. Bezdomni. Alkoholicy. Ćpuny. Sami są sobie winni – pomyśleliście, prawda? Wiem, bo i ja tak myślałam. Piotr Jastrzębski w swojej książce pokazał, że droga na dno nie zawsze jest taka prosta i oczywista, jak by się zdawało. Za upadkiem stoją ludzkie dramaty i błędy. Intrygujące w „Z dna” jest to, że nie ma tu moralizatorstwa, wybielania bohaterów, głaskania rzeczywistości. To szorstka relacja o człowieku, który wpadł w szpony nałogu i był boleśnie świadomy, jak nisko upadł. Jego oko reportera, zmysł dziennikarza i dusza pisarza nie dały się otumanić, a zalewany denaturatem umysł rejestrował zdarzenia, by wyrzucić je z siebie w postaci tej książki.

Najgorsze, co może nas spotkać na dnie to niespełniona
nadzieja.

Bohater i narrator książki to inteligentny, odczytany mężczyzna. Ze strzępków opisywanych historii nie dowiadujemy się do końca co doprowadziło go na dno. Jego opowieść to podmuch wiatru, który czasem owiewa twarz ciepłymi podmuchami, innym razem sypie piachem w oczy. Wspomnienia z życia „przed dnem”, opisy zdobywania środków na odurzających alkohol, relacja z MONAR-u, pełne ukrytych emocji opowieści o tymczasowych współtowarzyszach z Osiedla Totalnej Porażki – prawdziwy kalejdoskop pełen potłuczonych butelek fioletowej dykty…

Chajtnąłem się z dyktą, a amfetamina była świadkiem na naszym ślubie.

Autor, opisując osobiste przeżycia, obnaża się przed Czytelnikiem. Pokazuje mu swoje cztery kąty, jak dobry gospodarz, ale jednocześnie uprzedza: to mój dom, moje zasady i lepiej za długo u mnie nie gość. Nie zaprasza na wódkę, nie chwali ani nie żali. Przedstawia fakty, pozostawiając interpretację odbiorcy. Ja po tej lekturze poczułam oszołomienie. I strach. Przed tym, że sama mogę się kiedyś znaleźć na dnie, zostać żulką tańczącą za butelkę denaturatu albo mieszkanką rudery na ogródku działkowym. Upaść jest bardzo łatwo…

Terror wprowadzają nadgorliwi pacjenci. To oni powodują wrażenie Wielkiego Brata, inwigilacji i zaszczucia. Non stop
w stresie i napięciu. Na ciągłym oriencie. Po jakimś czasie zapomina się o tym, że za płotem istnieje realny świat. Cała
planeta kurczy się do terenu ośrodka.

Jastrzębski nie wskazuje żadnej „dobrej” drogi, za to wyjaśnia, jak działają skomplikowane zasady ludzi z najniższej warstwy społecznej. Tak, oni mają zasady, a nietrzymanie się ich jest szybką drogą do wykluczenia i śmierci. „Z dna” ukazuje spektrum niepisanych zasad, które regulują relacje między bezdomnymi, ich metody pozyskiwania jedzenia, pieniędzy na alkohol i inne używki oraz hierarchię. Jest tu też rozdział opowiadający o pobycie w ośrodku odwykowym, który bardziej przypomina obóz przetrwania i dom Wielkiego Brata niż autentyczną terapię.

Przecież doskonale wiem, że życie to ułuda, zarówno to trzeźwe, jak i narkomańsko-pijackie. Tyle że trzeźwe skuteczniej mami.

Jeśli cenicie literaturę faktu, beletryzowane wspomnienia i reportaże o współczesnych bolączką h społecznych, koniecznie sięgnijcie po książkę „Z dna” Piotra Jastrzębskiego. Podziwiam autora za obnażenie się i opisanie własnych wspomnień, które nie należą do lekkich i przyjemnych. Ja, jako Czytelnik odebrałam je jako przestrogę ale też dowód na to, że w życiu niczego nie można być pewnym, a wszystko na czym opieramy się przy codziennych wyborach jest kruchą ułudą, którą może zdmuchnąć byle powiew wiatru…

Tagged with: , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*