474 (2). „Najprawdziwsza fikcja” Bianka Kunicka-Chudzikowska

474 (2). „Najprawdziwsza fikcja” Bianka Kunicka-Chudzikowska

Wydawnictwo Oficynka

338 stron, oprawa miękka

2019

To, co dla ciebie jest fikcją, dla mnie jest bardzo realne. Zresztą dla każdego człowieka życie kogoś innego to fikcja, rodzaj oglądanego teatru.

Ciężko mi zebrać słowa, by opisać tę książkę. Nie dlatego, że jest zła, nudna czy płaska. Ale dlatego, że ma tyle wymiarów, że nie wiem, od którego zacząć i co opisać byście chcieli po nią sięgnąć. Po pierwsze zapewniam, że warto. Po drugie uprzedzam, że to nie jest zwykłe czytadło i ilu czytelników, tyle opinii. „Najprawdziwsza fikcja” to historia, którą się odbiera różnorako w zależności od wieku, osobistych przeżyć, doświadczeń, momentu, w którym się znajduje. W mojej opinii jest to książka dla dojrzałych kobiet, które są świadome swoich potrzeb albo znajdują się właśnie na życiowym rozdrożu i potrzebują delikatnego popchnięcia. Takiego pokazania: nie jesteś za stara, by żyć.

„Najprawdziwszą fikcję” można czytać dwojako. Z jednej strony jest to opowieść o czterdziestoletniej kobiecie, na której drodze staje dawny ukochany, żonaty z inną. Odradza się uczucie, rozkwita rywalizacja, a bohaterka poszukuje swojej drogi w życiu i po prostu, po ludzku szczęścia. To kobieta, jakich wiele wśród nas. Trochę zagubiona, czasem wredna, mądra i piękna. Popełnia błędy, uwodzi, bywa złośliwa. Ale ma też dużo zalet i trzyma się swoich wartości. Czasem się z nią kłóciłam w myślach, często kibicowałam i bardzo często widziałam w niej siebie.

Pisanie, zresztą każde tworzenie, to rodzaj ekshibicjonizmu.

No to teraz zapytacie, co takiego wyjątkowego jest w tej książce. Otóż pod warstwą obyczajową kryje się druga, bardziej magiczna. I nie chodzi wcale o wróżki czy szkołę magii 😉 Bianka Kunicka-Chudzikowska wprowadziła do swojej powieści… autorkę, która rozmawia z bohaterką. Zofia, główna postać „Najprawdziwszej fikcji”, jako jedyna wie, że nie istnieje naprawdę. Niejako „urodziła się” jako czterdziestoletnia kobieta ze wspomnieniami przeszłości ale zupełnie czysta emocjonalnie. Wie też, że jej czas na „życie” jest ograniczony i chce go wycisnąć do ostatniej kropli. Buntuje się przeciw scenariuszowi napisanemu przez autorkę. Jednocześnie zarówno bohaterka, jak i autorka wzajemnie się przenikają, uczą się od siebie, dzielą emocjami.

Dlaczego kobiety od małego tak bardzo przejmują się konwenansami?

„Najprawdziwsza fikcja” jak twierdzi sama autorka, należy do gatunku realizmu magicznego. Już okładka sugeruje, że nie jest to kolejna banalna opowieść o księciu na białym koniu i naiwnej panience. Czarna, niepokojąca obwoluta z „zaplątaną” kobietą idealnie odzwierciedla treść, w której nie uświadczycie lukru i prostych wątków. Opowieść plącze się niczym nić niewprawnej krawcowej, tworząc supły i łącząc niespójne faktury i barwy. Jak w prawdziwym życiu. Bo nie jest sztuką wyhaftować perfekcyjny, sielski obrazek według wyuczonego wzoru. O wiele trudniej, ale i ciekawiej, jest samemu dobierać nici, nie bać się pomyłek, prucia wzoru i ponownego, mozolnego szycia własnej opowieści. Tylko taka da nam satysfakcję.

– Słowa potrafią działać mocniej niż dotyk, bo one dotykają dokładnie w taki sposób, o jakim marzymy. Są dokładnie takim dotykiem, na jaki czekamy. Po ich wygłoszeniu stają się niezależne od tego, kto je wypowiedział.

„Najprawdziwsza fikcja” to kopalnia życiowych aforyzmów, które trafiały prosto w moje serce i duszę. Czytając wielokrotnie potakiwałam, wzruszałam się, a czasem czułam w ustach gorycz prawdziwych, choć bolesnych słów. Książka Bianki należy do takich, które można czytać raz po raz i wciąż odnajdywać nowy sens w zapisanych frazach. Z pewnością jest to powieść o miłości: do mężczyzny, do rodziny, a przede wszystkim do samej siebie. Nie brakuje również scen pełnych namiętności, gniewu czy rozpaczy. Zofia nie jest bohaterką miłą, taką sympatyczną „dziewczyną z sąsiedztwa”. Niejednokrotnie irytowałam się na nią, kłóciłam z jej decyzjami, ale w głębi duszy czułam z nią pewne pokrewieństwo emocji i przeżyć. Wiktor, główna męska postać, to mężczyzna ciepły, opiekuńczy i… irytujący. Taka ciamciaramcia bez jaj. No niestety jak również wielu mężczyzn, których znam z prawdziwego życia…

Czy Zofia znajdzie swoje szczęście? Czy stara miłość nie rdzewieje? Czy można kochać będąc fikcją? I czy my sami nie jesteśmy po trosze fikcyjni? Przeczytajcie i spróbujcie sami odpowiedzieć na te pytania.

Książka ukazała się nakładem

Tagged with: , , , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*