493(21). „Zapomnij, że istniałem” Beata Majewska – PATRONAT

493(21). Zapomnij, że istniałem” Beata Majewska

Wydawnictwo Jaguar

366 stron, oprawa miękka

2020

Walka z takim przeciwnikiem to jak walka z kobietą. Gdy wygrasz – żaden honor i powód do dumy, gdy przegrasz – wstyd do końca życia.

Były bokser Rafał Snarski trafia do małej wioski chcąc uciec od traumatycznej przeszłości. Marzy tylko o spokoju i samotności. Ale nie wie, że na jego drodze stanie, tupiąc przy tym gniewnie, młoda i ambitna pani sołtys. Luiza Mleczko to damulka, która na pierwszym miejscu stawia maniery i perfekcyjny wygląd, rozpieszczona przez rodziców jedynaczka, zapatrzona w swoją świetlaną przyszłość u boku równie perfekcyjnego narzeczonego. Rasowy gbur i nudna idealistka – czy starcie tych dwóch żywiołów wywoła burzę z piorunami? Oj tak, śmiem nawet twierdzić, że wyszło z tego niezłe tsunami burzące spokój obojga bohaterów.

Żył sobie, sknerząc na czym się da, korzystając ze wszelkich możliwych dodatków do pensji, darmowych biletów i innych podobnych okazji.

Wytatuowany, umięśniony i kipiący testosteronem Snarski jest kompletnym przeciwieństwem narzeczonego sołtyski, mimozowatego i sknerowatego Damiana. Nic dziwnego, że panna Mleczko odurzona jego samczą aurą. Gdy dojdą do tego dobroczynne, sute datki oraz nauka pszczelarstwa, dystans między tą dwójką zmniejsza się coraz bardziej. Jednak życie w małej społeczności wystawia oboje na obstrzał spojrzeń i plotek. I nie jest tak anonimowe, jak chciałby tego Snarski…

Przed czym i przed kim ukrywa się bohater powieści „Zapomnij, że istniałem” i dlaczego tak bardzo boi się angażować w związek ze śliczną Luizą? I co się stanie, gdy do jego drzwi zapuka przeszłość?

Nawet najbardziej zatwardziały przeciwnik bliskości, wróg związków i pogromca wszelkich zobowiązań poległby przy domowym kompocie z porzeczek, przypominającym błogie chwile z dzieciństwa, a przede wszystkim uśmiech mamy, gdy stawiała przed małym Rafałem szklankę pełną serca. Bo czymże innym był ten kompot, jak nie matczynym sercem zawartym w słodkim rubinowym płynie?

Z jednej strony powieść Beaty Majewskiej to nieco stereotypowy romans delikatnej panienki z dobrego domu z brutalnym macho, który skrywa kryminalną przeszłość. Jest tu wszystko, co fanki gorących powieści uwielbiają: dużo namiętnego seksu, nieco szowinistyczny bohater i dramatyczne zwroty akcji. Jest zazdrość, gniew i czułość. Śmierć i tragedia przeplatają się z miłością i nadzieją. Splot niewiarygodnych okoliczności raz po raz łączy i rozdziela Rafała i Luizę, wystawiając na ogromną próbę kruche podwaliny ich związku. Czy przetrwają koszmarną burzę, którą zaserwowała im autorka? Sama jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Snarskiego i Mleczko, bo to, co nawyprawiała Beata Majewska na zakończenie tej książki przyprawiło mnie o palpitację serca…

Ten człowiek to wcielenie zła, jest jak zaimpregnowany, jakby powleczony jakąś przeklętą, diabelską warstwą, która go chroni.

Pod warstwą namiętnego romansu skrywa się też drugie dno. „Zapomnij, że istniałem” jest też opowieścią o sile plotek, o zawiści i wyrachowaniu. A także o tym, że nawet najbardziej idealny plan może runąć jak domek z kart. Rafał Snarski jest wyłącznie małym trybikiem w ogromnej machinie, która nie wypuszcza nigdy ze swoich szponów. Sterowanie własnym losem okazuje się złudzeniem, a zderzenie z rzeczywistością jest bardzo bolesne. Przyznam, że Beata Majewska po raz kolejny zaskoczyła mnie swoją opowieścią. Snując z początku powolną, spokojną i sielską wizję wiejskiego romansu autorka stopniowo podkręca tempo pikantnymi scenami i mrocznymi wątkami. Całość splata się w przyjemną w lekturze i rozgrzewającą zmysły książkę, po której rośnie apetyt na dalszy ciąg.

Książka ukazała się nakładem

Tagged with: , , , , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*