Wywiad z Magdaleną Kubasiewicz – autorką „Jesiennego Bluszczu”

Magdalena Kubasiewicz

Rocznik 1990, obecnie mieszkająca w Krakowie, studentka Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kocha fantastykę, białą czekoladę, koty i swoje dwa psy, choć jeden z nich wedle wszelkich znaków na niebie i ziemi jest demonem maskującym się w psiej skórze. Publikowała w świętej pamięci

“Science-Fiction, Fantasy i Horror”.

Do tej pory ukazały się jej następujące powieści: „Spalić wiedźmę”, „Wiedźma Jego Królewskiej Mości”, „Topienie Marzanny”, „Sonata dla Motyla” oraz „Jesienny Bluszcz”. Jej opowiadanie ukazało się też w antologii „Geniusze fantastyki”.

Przepytałam autorkę przy okazji premiery jej najnowszej powieści, pod tytułem „Jesienny Bluszcz”, która ukazała się pod patronatem Przeczytanek nakładem wydawnictwa Replika 4 września 2018.

Młoda, zdolna, multi-uzdolniona.

Magdaleno, nie masz jeszcze trzydziestu lat a wydałaś już pięć powieści oraz stworzyłaś opowiadanie do antologii. Czy jest to dla Ciebie sukcesem?

Sam fakt, że udało mi się coś wydać – tak, jest to dla mnie sukces. Chociaż nie powiedziałabym, że akurat wydanie ich w takim, a nie innym wieku jest tu szczególnie ważne – sporo autorek debiutuje dużo wcześniej niż ja.

Twoja twórczość łączy szerokie spektrum gatunków. Zaczynałaś od fantastyki, ukazała się też Twoja komedia kryminalna oraz powieści stricte obyczajowe. W której z tych dziedzin czujesz się najswobodniej?

Moim ukochanym gatunkiem jest fantastyka i to teksty z tego gatunku i czytam, i tworzę najchętniej. Pewnie zrobiłabym lepiej skupiając się tylko na jednym obszarze, ale czasem mam ochotę napisać coś innego. “Topienie Marzanny” było dla mnie na przykład zabawą, odskocznią od studiów, a “Sonatę dla Motyla” napisałam wyłącznie po to, by zobaczyć, czy podołam stworzeniu powieści obyczajowej.

Kontrowersyjne bohaterki.

W głównych rolach w swoich książkach obsadzasz kobiety. Często to silne, zdeterminowane bohaterki, czasem szalone i kontrowersyjne. W jaki sposób powstają ich charakterystyki?

To trudne pytanie. Nie potrafię wyjaśnić, jak tworzę charaktery bohaterów. Zwykle planuję dla nich jakieś konkretne cechy, a reszta rodzi się na bieżąco, podczas pisania. Najczęściej pełny charakter danej postaci widzę dopiero, gdy napiszę kilka scenek z jej udziałem.

Tak na marginesie, nie zawsze główne bohaterki to kobiety, chociaż teksty, w których więcej do powiedzenia mają mężczyźni, czekają na razie na publikację.

Która z bohaterek „Jesiennego Bluszczu” jest Ci najbliższa? Której oddałaś najwięcej siebie?

Moi bohaterowie rzadko mnie przypominają. Nie sądzę, żebym którejkolwiek z postaci w “Jesiennym bluszczu” oddała wiele z siebie – Karina, Kaśka, Wioleta, Anna, wszystkie mają zupełnie inne charaktery niż ja, zupełnie inne historie i podejmują często decyzje, jakich ja z pewnością bym nie podjęła. Jeśli bardzo starałabym się znaleźć punkty wspólne, powiedziałabym, że podobnie jak Kaśka czasem tęsknię za tym, co minęło, albo co mogło być, a nie jest. Za przyjaźniami, które się rozpadły, za niezrealizowanymi planami. Ale mam wrażenie, że to uczucie towarzyszy bardzo wielu osobom.

Karina to wzbudzająca we mnie ambiwalentne odczucia postać. Co zainspirowało Cię do stworzenia takiej dążącej do perfekcji kobiety, która pod idealną maską ukrywa mnóstwo lęków i problemów?

Chciałam stworzyć bohaterkę wielowarstwową, nieidealną, na której zachowanie, charakter, poglądy i dążenia w dużej mierze wpływają dotychczasowe doświadczenia, zwłaszcza dzieciństwo. Każdy człowiek ma wady, każdy popełnia błędy, podobnie jest więc w przypadku Kariny. Jednocześnie to postać, która przynajmniej próbuje swoje błędy naprawiać, stara się zrozumieć, co zrobiła źle i chociaż źle reaguje na krytykę, nie jest głucha na cudze logiczne argumenty.

Plany i wyjaśnienia.

„Jesienny Bluszcz” to Twoja druga powieść obyczajowa, poniekąd kontynuacja „Sonaty dla Motyla”. Jednak można ją też czytać jako całkowicie odrębną historię. Takie było zamierzenie? Planujesz kolejne tomy tego cyklu?

Nie planowałam kontynuacji “Sonaty dla Motyla”, często mnie jednak o nią dopytywano. Prawdopodobnie dlatego, że czytelnicy chcieli poznać ciąg dalszy historii Anny i Kamila… i pewnie jeśli sięgną po “Bluszcz”, zjedzą mnie żywcem, bo poszłam w zupełnie inną stronę. Gdy siadłam do pisania tej książki, od początku chciałam, aby mogła być traktowana jako osobna całość – starałam się więc pisać ją tak, by osoba znająca “Sonatę” nie czuła się znudzona ponownym przytaczaniem pewnych faktów, a czytelnik poznając Bluszczowy Dwór w “Jesiennym bluszczu” nie był zagubiony.

W tej chwili nie planuję kolejnych tomów cyklu. Nie ciągnie mnie już do Zguby, ale podobno nigdy nie należy mówić nigdy.

W „Sonacie” oraz „Jesiennym Bluszczu” bawisz się nieco nazwiskami – Bluszcz, Motyl. Czy to od nich wziął się pomysł na książki? Czy mają podkreślać pewne cechy bohaterów?

To po prostu gra słów. Pomysł na książkę nie wziął się od nich, ot wyobrażając sobie Bluszczowy Dwór, postanowiłam, że zamieszkają w nim Bluszczowie. W przypadku Kariny to trafne nazwisko, ale poza nią nazwiska raczej nie podkreślają cech pozostałych bohaterów.

Tło powieści, czyli miejsce i przyjaźń.

Kluczową rolę w tej powieści odgrywa Bluszczowy Dwór, czyli miejsce, do którego zjeżdżają się bohaterowie by złapać dystans do swojego życia. Czy Ty również masz taki azyl? Czy Bluszczowy Dwór jest inspirowany faktycznym miejscem?

Nie i nie. Bluszczowy Dwór od początku do końca jest wymyślonym miejscem. Nie było tu żadnej inspiracji, jedynie moja wyobraźnia. Dla mnie szansą na oderwanie się od rzeczywistości nigdy nie było żadne konkretne miejsce, a książki.

Czy uważasz, że istnieje coś takiego jak prawdziwa przyjaźń między kobietami?

Owszem. Jest rzadka, ale istnieje. Nie należy jej tylko mylić z koleżeństwem. Bardzo długo miałam jedynie koleżanki, ale od paru lat mogę powiedzieć, że mam dwie przyjaciółki, na które mogę liczyć. I jestem pewna, że obie pojawiłyby się, gdybym ich potrzebowała. Uważam też, że kobiety, nawet bardzo różne, mogą się zrozumieć i nawzajem wspierać.

Reaserch.

Poruszasz w swojej książce tematy drażliwe, takie jak zdrada, przemoc w związku, patologiczne rodziny czy funkcjonowanie osoby niewidomej. Jak wyglądał Twój reaserch w tym zakresie i dlaczego podjęłaś się opisywania takich wątków?

Trudno mi te wszystkie tematy wrzucić do jednego worka, bo każdy trafił do książki z innych powodów. Na przykład funkcjonowanie osoby niewidomej? Gdy zaczęłam pisać “Sonatę dla Motyla” i Anna weszła do rodzinnego domu, po prostu pojawił się tam Emil. Moi bohaterowie często powstają w jednej chwili, z konkretnymi cechami czy historią, nieraz burząc dotychczasowe plany na fabułę – a Emil był niewidomy, i nie potrafiłabym ani nie chciała tego zmienić. Nie przyświecał mi więc żaden konkretny cel, kiedy poruszyłam tę tematykę: ta postać była taka, a nie inna, taką ją wymyśliłam. W kwestii researchu – poza, oczywiście, czytaniem na ten temat – wprawdzie niezbyt dobrze, ale znam osobę niewidomą, która radzi sobie w życiu, wielokrotnie miałam okazję ją widywać. Codzienne funkcjonowanie jest dla niej na pewno trudniejsze niż dla osób widzących, ale pracowała, ma rodzinę, wychodzi z domu, zajmuje się ogrodem, ma ogromne poczucie humoru. Na mojej uczelni również widywałam osobę niewidzącą, codziennie przychodzącą na zajęcia. To dlatego starałam się przedstawić Emila jako postać, która boryka się z wieloma problemami, czasem oczywiście wścieka się na swoje ograniczenia, bywa rozgoryczona i potrzebuje wsparcia, ale potrafi poradzić sobie w życiu. To, że jest niewidomy, nie jest jedyną definiującą go cechą. Czy przedstawiłam tę postać dobrze? Nie wiem, to muszą już ocenić czytelnicy.

W przypadku zdrady – ten wątek pojawił się z jednego powodu. Wiele książek obyczajowych, po które sięgałam, zaczyna się od tego, że mąż drań “wymienia kobietę na nowszy model”, tudzież ona rzuca zdradzającego drania i wyjeżdża na wieś, gdzie odnajduje spokój, szczęście, miłość. Pomyślałam: a co, jeśli nie? Przecież znam małżeństwa, w których doszło do zdrady, przecież słyszałam liczne opowieści o jakiejś „znajomej znajomej” czy dalekim krewnym wujka, którzy zostali zdradzeni, a ani nie odeszli, ani nie zostali porzuceni. Czasem pary po zdradzie dochodzą do porozumienia, a czasem mąż zdradza, kobieta zaś robi wszystko, by zachować go przy sobie, wybacza mu niewierność. Nie każdy też odnajdzie szczęście na sielankowej wsi, bo dla wielu osób prawdziwe życie toczy się w wielkim mieście. Chciałam uciec ze schematu, pokazać scenariusz, który wydaje mi się częstszy niż rozwód, przeprowadzka pozbawionej wad kobiety do uroczego domku na wsi, znalezienie wymarzonej pracy i romans z przystojnym weterynarzem czy policjantem. Tak powstała Karina, zdradzana żona, która nie rozstaje się z mężem, a boryka z zazdrością, nieufnością, wstydem i strachem, jak poradziłaby sobie sama. Która raz obwinia jego, raz siebie i wciąż ma nadzieję na naprawienie małżeństwa. Której mąż postąpił okropnie, ale nie jest konstruktem składającym się wyłącznie z samych wad. Dla której wypad na wieś to chwilowa odskocznia, ale nie sposób na życie.

Cele i plany.

Do kogo, według Ciebie, skierowana jest powieść „Jesienny Bluszcz”?

Wydaje mi się, że do kobiet, które lubią czytać powieści trochę poważniejsze, w których ważną rolę odgrywają relacje między postaciami oraz radzenie sobie z problemami. Na pewno będą rozczarowane te czytelniczki, które oczekują przede wszystkim słodkiego romansu…

Jak wyglądają Twoje plany pisarskie na najbliższy okres? Ukaże się kolejna „bluszczowa” powieść?

W tej chwili gotowe są dwie jeszcze niewydane powieści, obie fantastyczne. Jedną wyraziło zainteresowanie pewne wydawnictwo, ale że wiem, jak często między odpowiedzią na tak, a wydaniem, coś się sypie, nie chcę tu zdradzać więcej i zapeszać. Drugą skończyłam w lipcu i na razie czeka na poprawki i decyzję, czy rozsyłać ją dalej. Skończyłam też opowiadanie do pewnego projektu, nad którym pracujemy z koleżankami. A co dalej? Obecnie mam tysiąc pomysłów i nie umiem zdecydować, który zrealizować. Napisałam wprawdzie kilkadziesiąt tysięcy znaków pewnego kryminału, ale często zdarza mi się porzucać rozpoczęte teksty, więc nie wiem, czy go skończę.

Czy masz w planach jakieś spotkania autorskie, Targi Książki?

Nie. W tym momencie musiałabym zorganizować spotkanie autorskie sama, a to wymagałoby ode mnie sporo zaangażowania i czasu, którego po prostu nie mam. Zajmowanie się promocją na własną rękę jest trudne i czasochłonne, pracując na etat nie mam więc takiej możliwości.

Ja ogromnie dziękuję za odpowiedzi i cieszę się, że mogłam poznać kolejną intrygującą polską pisarkę. Z pewnością sięgnę po fantastykę spod pióra Magdaleny Kubasiewicz, chociaż polubiłam ją głównie za życiowy obyczaj i zabawną komedię kryminalną.

Tagged with: , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*