„Podglądacz przyjacielski” – próba definicji współczesnego czytelnika.

Jestem zarówno blogerem jak i po prostu czytelnikiem. Od pewnego czasu obserwuję ciekawe zjawiska dotyczące tego środowiska i dzisiaj postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Jestem ciekawa, czy się z nimi zgodzicie.

Czy czytelnik czyta?

Od pewnego czasu zauważam smutną tendencję, która szczególnie dotyka blogerów książkowych. Istotą naszej pracy (płatnej czy nie) jest PISANIE recenzji. Ubieramy w słowa nasze myśli i odczucia po lekturze, często spędzając nad tekstem długie godziny. Szlifując go, poprawiając błędy i dobierając cytaty. I co? I nic… Albo prawie nic. Poza innymi blogerami i grupą wytrwałych, wiernych czytelników, naszych tekstów prawie nikt nie czyta… Jeśli to robi, to zwykle pobieżnie, wybiórczo, zatrzymując się na zdjęciach. Dlaczego czytelnik nie czyta?

Czytelnik „Apacz”.

Książki, podobnie jak inne towary (nazywajmy rzeczy po imieniu), kupuje się wzrokiem. Piękna okładka, po której ( ha ha) nie oceniamy, jako pierwsza przyciąga wzrok i kusi. Ale jak potencjalny odbiorca książki ma zobaczyć jej okładkę? Ze zdjęć i filmów! Dlatego to one, a wraz z nimi takie media jak Instagram czy Youtube zyskują więcej fanów i obserwatorów niż tradycyjne blogi. Bo tam można patrzeć i niekoniecznie skupiać się na słowach. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało w odniesieniu do czytelników… Dlaczego wolą oni patrzeć? Może nie mają czasu czytać długich elaboratów opiewających wady i zalety najnowszej powieści. Może mają akurat pięć minut wolnego czasu, bo jadą autobusem albo stoją w kolejce do kasy? Przewijanie palcem obrazków na smartfonie nie wymaga tyle uwagi i koncentracji. Za to podświadomie koduje w umyśle widok okładki i kusi…

Czytelnik „Gwiazdor”.

Wbrew nazwie,nie chodzi mi o dobrodusznego dziadka z brodą, który rozdaje prezenty. To dość specyficzny gatunek czytelnika, który zanim kupi/wypożyczy książkę, zagląda na portale o książkach typu Lubimy Czytać i liczy gwiazdki. Nie te na niebie, ale przy interesującej go pozycji. Są czytelnicy, którzy nie wezmą do ręki książki, która na ww stronach nie osiągnęła wyznaczonej przez nich granicznej liczby gwiazdek. Skąd bierze się w nich wiara w miarodajność owych znaczków? Nie mam pojęcia. Zwłaszcza, że jedną z najwyżej ocenianych pozycji (czyli rozumiem, że każdy już przeczytał, bo to klasyka) jest… Kakao DecoMoreno…

Czytelnik Nie-znam-więc-nie-lubię

Oj takich można znaleźć na pęczki, szczególnie jeśli chodzi o twórczość rodzimych autorów. Podkreślanie, że nie chce się sięgać po daną książkę „bo nie” zalatuje z lekka przedszkolną piaskownicą. Możemy tu znaleźć „anty-Mrozów”, którzy ani jednej książki tego autora nie przeczytali i nie przeczytają „bo słyszeli, że są słabe” albo „bo za dużo pisze”. Tyczy to też nie tylko konkretnych pisarzy, ale i gatunków („fantastyka jest dla dziwaków”) a nawet… okładek. Naprawdę! Spotkałam się już z opiniami, że ta książka ma złą/brzydką/babską okładkę, więc jest zła. Ale jej nie przeczytam! Czytelnicy z gatunku nie-znam-więc-nie-lubię są trochę jak nie-mam-dzieci-ale-powiem-ci-jak-masz-wychowywać-swoje 😉

Czytelnik „Przyjaciel”

Kiedyś pisarz i jego dzieła były całkowicie odrębnymi sprawami. Nie wierzycie? Brzmi jak legenda, prawda? Bo niestety takie podejście przechodzi już do przeszłości. Teraz autor, podobnie jak książki jest produktem, który trzeba wypromować, żeby się sprzedał. A przy kilkunastu, czy kilkudziesięciu premierach książkowych co miesiąc to nie jest łatwe zadanie. Dlatego teraz pisarz musi (albo chce, chociaż pewnie wolałby pisać) przyjaźnić się ze swoimi czytelnikami. Bo taki zaprzyjaźniony czytelnik to skarb! Kiedy zobaczy co autor jadł na śniadanie, jakie buty sobie kupił i która kuzynka mu choruje, to go polubi. A jak polubi autora, to kupi jego książkę. A potem jeszcze poleci ją innym. Bo ten Iksiński jest taki miły! Nie to co Igrekowa! Nie odpisała mi na ostatnich dwadzieścia prywatnych wiadomości! I tydzień temu napisała, że na urlop wyjeżdża popisać w spokoju! No jak ona może! Iksiński wrzucał codziennie zdjęcia z urlopu! A Zetka to melduje o każdej napisanej stronie! Bo oni mnie lubią 😉

Czytelnik „Tropiciel”

Jak już czytelnik wypatrzy ciekawą okładkę, polubi autora i policzy gwiazdki to… szuka. Są tacy, którzy przed kupnem czy wypożyczeniem książki robią reserch większy niż niejeden pisarz. Czytają recenzje, przekopują wpisy na grupach i forach internetowych, dopytują. Potem jeszcze spędzają godziny na polowaniach na okazje. Bo tu cena dobra, ale za dużo na wysyłkę trzeba wydać. A tu za długo trzeba czekać. Czytelnicy tropiciele to chyba jedni z uważniejszych i najkonkretniejszych odbiorców. Trafić do nich to nie lada wyzwanie.

Czytelnik „Chomik”

Kompletnym przeciwieństwem „Tropicieli” są czytelnicy z rodziny łapaczus okazjus i kupujus ile wlezus. To wyewoluowany gatunek „Apaczy”, który pod wpływem bodźców wzrokowych oraz słownych co rusz uzupełnia swoją pękającą w szwach biblioteczkę. Taki czytelnik nie oprze się wyprzedaży w księgarni internetowej, książce z autografem ulubionego autora ani promocyjnym koszom w dyskontach. Kupuje na potęgę. Zazwyczaj zakupione zbiory przerastają jego moce przerobowe ale tego nałogu nie da się powstrzymać. Zwłaszcza, że współuzależnionych jest wokół zbyt wielu i nie znajdzie się nikt, kto napisze – nie kupuj następnej książki. A jak się znajdzie to dwudziestu innych go zakrzyczy. Czytelnik „Chomik” jest głównym celem marketingowców w wydawnictwach. Bo nawet jeśli książka ma tylko zalec na półce, najważniejsze, żeby się sprzedała 😉

Czytelnik „Krytyk literacki”

Na zakończenie chciałabym jeszcze przedstawić jeden, szczególnie specyficzny gatunek czytelnika (według mnie). O tym, że o przeczytanej książce każdy może mieć i wyrazić własną opinię, wie chyba każdy. O tym, czy warto to robić, chyba już nie… Bywają osoby, które uważają, że przeczytanie kilku, kilkunastu, czy kilkuset książek daje im tytuł krytyka literackiego. Ja, jako bloger i recenzent, nie odważyłabym się oficjalnie krytykować dzieła ani jego twórcy. A tym bardziej pisać mu tekstów w rodzaju „źle skonstruowany bohater, bo wcale go nie polubiłem”, „Ta bohaterka nie mogła zdradzić, ja tak bym nie zrobiła”, „Ten świat, który stworzyła autorka, to ja sobie inaczej wymyśliłam.” Wiadomo, że odbieramy książki przez pryzmat swoich doświadczeń, a także dotychczasowych lektur. Jednak czy czytelnik może być krytykiem? Czy ma prawo ingerować w dzieło pisarza? Wyobrażacie sobie, że podchodzicie do Mickiewicza i mówicie mu, że ten „Pan Tadeusz” to tak nie do końca jest dobry, bo ta Zosia jakaś taka mdła?

 

Dzięki wielkie, że przebrnęliście przez moje wypociny i przeczytaliście, co ja sobie myślę o czytelnikach. O ile przeczytaliście, bo nie ma tu obrazków 😉 Jestem bardzo ciekawa, czy zgadzacie się z moimi obserwacjami? A może macie całkowicie odmienne zdanie? Jakie znacie typy współczesnych czytelników?

Tagged with: , , , , , , , , , , , , ,

16 comments

  • Anonim

    I czytelnik walczący. Taki współczesny czytelniczy krzyżak. Jeżeli autorka, koleżanka, znajoma o nazwisku Iksińska nie lubi autorki Igrekińskiej, to krzyżak leci natychmiast walczyć w obronie czci i wiary swoich idolek i zebrawszy odpowiednią drużynę napada na LC tylko po to, żeby wstawić „odpowiednią” liczbę gwiazdek bez czytania książki… niestety 🙁 Wpasowuje się w określenie czytelnika, który nie czyta niestety.

    Reply to Anonim
  • Iwona banach

    I czytelnik walczący. Taki współczesny czytelniczy krzyżak. Jeżeli autorka, koleżanka, znajoma o nazwisku Iksińska nie lubi autorki Igrekińskiej, to krzyżak leci natychmiast walczyć w obronie czci i wiary swoich idolek i zebrawszy odpowiednią drużynę napada na LC tylko po to, żeby wstawić „odpowiednią” liczbę gwiazdek bez czytania książki… niestety 🙁 Wpasowuje się w określenie czytelnika, który nie czyta niestety.

    Reply to Iwona banach
  • Ewa

    Jestem typowym chomikiem, ale myślę też, że dobry bloger to dobry krytyk, oczywiście jeżeli nie ingeruje w fabułę. Uczciwa recenzja jest dla wielu autorów zmorą większą od profesjonalnej krytyki, ale na tym chyba powinno polegać blogowanie. Każdy z nas ma prawo do własnego zdania na temat książki. A okładki… cóż… niestety są magnesem, ktoś kto czyta również stare książki, może coś na ten temat powiedzieć. Mam w swoich zbiorach tak cudownie książki, że czytałam je po kilka razy, ale gdybym na nie trafiła teraz w księgarni, to nie wiem czy bym zakupiła, bo wizualnie mnie nie przyciągają.

  • Monika

    Jestem Apacz i jego wersja VIP czyli chomik no bo tak… Świat pędzi bardzo szybko i niby kupuje dużo książek, czytam też dużo, ale na wybór książki czasem jest bardzo mało czasu zwłaszcza jeśli robi się zakupy u owada
    Najdziwniejszy typ, jak dla mnie, to gwiazdor. Kurczę to takie szufladkowanie książki jej treści bo ktoś dał tyle i tyle gwiazdek.
    Co do ostatniego typu. Dwa razy tylko byłam krytykiem, ale to w przypadku gdy napaliłam się na książkę przepłaciłam za nią i okazało się że reklama była świetna nic poza tym.
    Świetnie to ujęłaś

    Reply to Monika
  • Czytalski

    Ja to jestem każdym po trochu – lubię ładne okładki, zdarzają mi się impulsywne zakupy, ale jak mam już kupić coś co mnie bardzo interesuje to sprawdzam, gdzie będzie najtaniej.

    Reply to Czytalski
  • Anna

    Jestem każdym typem czytelnika po trosze (poza krytykiem i nie-znam-więc-nie-lubię). Zdarza mi się podzielić opinią o książce, ale wtedy, gdy zrobiła na mnie duże wrażenie

    Reply to Anna
  • Izabela Łęcka-Wokulska

    Właściwie to nie do końca zgadzam się z tymi podziałami, bo po pierwsze – ja subiektywnie – dzielę czytelnikó według gatunków jakie czytają, a więc są czytelnicy książek ‚wybitnych’, ‚obyczajówek’, ‚kryminałów’, ‚fantasy’, ‚historycznych’. Są też typy mix. W każdym razie Twoje podziały opierają się na stosunku do kupna książki, a to nie jest miarodajne.
    Druga sprawa to krytyka książki, czyli Twój ostatni punkt. Już w panelu dyskusyjnym na BigBook festiwal o bogach, który oglądałam na YT, spotkałam się z opinią o tym, dlaczego blogerzy mają śmiałość krytykować książkę. Ja przez 2 lata jako recenzentka nie krytykowałam, ale pisałam oględnie. Ale nastąpił przełom. Jedna pisarka obyczajowa, której pierwszą książkę łaskawie potraktowałam, myślała chyba, ze to reguła (bo owszem, pisałam szczerze, ale nie zaznaczyłam jasno, że to gatunek niski – jak by się wyrazili starożytni Grecy – i gdy jej następną książkę skrytykowałam, to aż napisała do mnie z żalem, że ‚czy nie mogłam przewidzieć, że mi się nie spodoba?’.
    To teraz piszę jasno i wprost. Uważam, że mam podstawy, bo ostatecznie polonistykę ukończyłam na piątkę i to na uniwersytecie dziennie. Ale już nawet bez przechwałek, tylko konkretnie, żeby nie było, że na przykład fryzjer to nie ma prawa napisać, że książka jest słaba. Ma. To my blogerzy staramy się być mili. A niesłusznie. Po 3 latach blogowania twierdzę, że trzeba ‚walić prosto z mostu’. Jak słabe to słabe. A że nie jesteśmy krytykami literackimi? Ale blogowanie polega na subiektywnej krytyce i na tym, żeby napisać, że ‚usnęłam czytając książkę, bo bohater był nudny jak flaki z olejem’. A wiecie co?

    Reply to Izabela Łęcka-Wokulska
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      To prawda, że potraktowałam czytelników bardziej jako target wydawniczy. Jako, że ja czytam praktycznie wszystkie gatunki, nie dzielę innych akurat w ten sposób. A jeśli chodzi o krytykę, bardziej chodzi mi o pisanie „wskazówek” do autora, gdy samemu nie potrafi się czasem pięciu poprawnych zdań sklecić. takie coś na zasadzie „mi się nie podobało, więc pisarz źle napisał”.

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
      • Izabela Łęcka-Wokulska

        Taki mój prywatny podział na czytelników według gatunków nie jest stygmatyzacją, co chcę zauważyć, ale chodzi o to, żeby odpuścić sobie czytelników książek kompletnie nie z mojej bajki.
        Krytykę książek rozumiem jako jakieś obeznanie z literaturą. Znam wielu takich czytelników, ale i znam kompletnie niewyczuwających, że mają do czynienia ze schematami, z książkami płaskimi jak patelnia.
        Ale jednak trzeba jednoznacznie napisać na blogu czy książka się podobała, czy nie. Bo takie słodzenie po pewnym czasie zaczyna przeszkadzać wszystkim. Mi brakuje czasu na doczytywanie klasyki i książek dobrych, niekoniecznie najnowszych.

        Reply to Izabela Łęcka-Wokulska
        • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

          Z tym się jak najbardziej zgadzam. Podkreślam oczywiście, że to moja subiektywna opinia, ale nie słodzę nawet tym autorom, których lubię prywatnie. I oni to potrafią docenić.
          Jeśli chodzi o krytykę profesjonalną, to ją doceniam. Podobnie jak wypunktowanie błędów, nieścisłości i rzeczy do poprawienia w książce. Ale kiedy ktoś pisze, że książka jest zła bo spodziewał się czegoś innego, to już dla mnie czepialstwo a nie konstruktywna krytyka.
          Też brak mi czasu na dobre a nie najnowsze książki, czego ogromnie żałuję. I na wracanie do ciekawych lektur…

          Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
          • Izabela Łęcka-Wokulska

            Zgadzam się, to czepialstwo. Chyba nie czytam takich blogów. Usuwam je z obserwowanych, albo to nie mój przekrój wiekowy.

            Izabela Łęcka-Wokulska
  • Pingback: Daj mnie ksionżkę! - Czyli słowo o blogerach ;) - Przeczytanki.pl (Edit)

  • Izabela Łęcka-Wokulska

    Nie mogę znaleźć tego Twojego posta o blogerach. Mam trudności z poruszaniem się po takim formacie, więc napiszę tutaj.
    Tak sobie myślałam nad tym, co piszesz o blogerach i czytających, o tendencjach itd. i chyba coś w tym jest, że czytelnicy coraz rzadziej czytają teksty, a coraz częściej wystarcza im instagram. Zauważyłam spadek wejść na moje posty, ale myślałam, że to moja wina, że coś nieciekawie piszę. Z drugiej strony, od kiedy ruszyłam w Instagramie to mam nowych czytelników, zauważyłam też, że Wydawnictwa przeszły z fb na Inst.
    Nie wiem, czy Ty też zauważyłaś ten spadek czytelników?
    Chciałabym, żeby jednak ktoś interesował się tym co piszę, a nie tylko klikał w obrazki, bo pięknie zaaranżować można każdą książkę. Zresztą, przesadne zdjęcia też nie są ładne. Może inaczej, są ładne, ale traci się w tym sens krytyki.. Ostatnio napisano mi na blogu, że im się podobają moje zdjęcia, bo są naturalne.

    Reply to Izabela Łęcka-Wokulska
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      Tak, u mnie też spadek… Stąd przyciąganie czytelnika takimi artykułami. I faktycznie więcej przekierowań ostatnio z Instagrama.
      Najbardziej śmieszą mnie komentarze (o tym też będzie artykuł) pod negatywną recenzją :mi też się książka podobała! Widać, że to komentatoorzy kopiuj-wklej, którzy chcą ściągnąć czytelników ( a raczej klikaczy) do siebie…

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
  • Pingback: Fajny blog, zapraszam do mnie! - czyli komentator z piekła rodem - Przeczytanki.pl (Edit)

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*