321 (15). „Apteka marzeń” Natasza Socha

321 (15). „Apteka marzeń” Natasza Socha
Wydawnictwo Pascal
398 stron, oprawa miękka
2017


„Mózg ludzki ma dziwną skłonność do odsuwania od siebie przerażającej prawdy. Szuka innych wyjść, innych wytłumaczeń, jakiejś pomyłki, błędu, wreszcie makabrycznego żartu.”

Ta książka mną wstrząsnęła. Rozbiła mydlaną bańkę, w której do tej pory tkwiłam. No bo TAKIE RZECZY przydarzają się zawsze komuś innemu, prawda? Mnie i moich dzieci nie mogłoby to spotkać, absolutnie. Tak samo sądzą bohaterowie „Apteki marzeń”… A jednak ich życie zawala się w ułamku sekundy. Diagnoza jest wyrokiem, chociaż czasem z wydłużonym terminem wykonania. Można składać do niego apelacje, ale los bywa równie ślepy jak sprawiedliwość.


„Jak można być tak ślepą? Jestem matką! Matki widzą wszystko, wyczuwają najdrobniejsze wahania nastrojów swoich dzieci, wiedzą, co im jest, jeszcze zanim ktokolwiek inny to wie. To dlaczego ja byłam ślepa?”

To pytanie najbardziej męczyło mnie w czasie lektury: czy ja wiedziałabym, że coś się dzieje? Czy poznałabym objawy odpowiednio wcześnie? Jestem matką, słyszę kichnięcie dziecka za ścianą i potrafię po oczach poznać czy ma temperaturę a na każdą krostkę mam odpowiednią maść. Tylko co, jeśli to wszystko nie wystarczy? Natasza Socha napisała książkę opartą na prawdziwych wydarzeniach, a to zdecydowanie bardziej przemawia do mojego serca niż jakakolwiek fikcja. Myśl, że ta historia miała miejsce, chociażby częściowo, przeraża mnie jako matkę i jako człowieka.

„Gdybym miała rybki albo chomiki, nadałabym im bardzo oryginalne imiona. Cyklofosfamid i etopozyd, a dla dziewczynek karboplatyna, winkrystyna i cisplatyna. Nikt by się nie zorientował, że to składniki chemii.”

 Rak, białaczka, chemioterapia, przerzut, wznowa – te terminy wydają się abstrakcją, a dla bohaterek „Apteki marzeń” stają się wyznacznikami codzienności. Mała dziewczynka, dla której szpital stał się przymusowo drugim domem. Nietracąca wciąż wiary, uśmiechnięta pomimo choroby, odważniejsza od rodziców. I nastolatka, która miała zacząć rozkwitać a choroba sprawia, że zaczyna usychać. Jednak nawet w najtragiczniejszej sytuacji jest promyk nadziei. Karolina, nazwana przez swojego nowo poznanego „półbrata” Rolką, postanawia dać tę nadzieję chorym dzieciom z innych szpitali.Rozpoczyna balonikową akcję spełniania marzeń. A jakie są te marzenia małych onkoloudków? To spotkanie z uwielbianą piosenkarką, różowy domek i..pies. Małe rzeczy, niosące wiele radości. Czy Rolce uda się spełnić wszystkie te marzenia? Ostatni balonik zostawia na własne życzenie…

„Rodzina jest jak mobilna zabawka podwieszona pod sufitem. Działa idealnie tylko wtedy, gdy składa się ze wszystkich elementów utrzymujących równowagę. Gdy jeden odpadnie, całość przechyli się na bok i przestanie tańczyć w powietrzu.”

Natasza Socha pokazuje, jak bardzo choroba oddziałuje  na całą rodzinę chorego dziecka. To okrutny sprawdzian miłości, który wielu oblewa. Szczególnie mężczyźni, odstawieni na boczny tor, nie potrafiący sobie poradzić z chorobą dziecka, odpowiedzialnością za dom i nieobecnością żony, która całe dnie i noce spędza przy szpitalnym łóżku. O matkach Socha pisze w szczególności:o tym jak ubierają na twarz pogodne maski, by dzieci nie czuły ich cierpienia, jak czytają diagnozy ucząc się nazw chorób i leków, jak podróżują między szpitalem a domem, o który też muszą zadbać. Co dziwne – one wcale nie chcą przebywać w swoim towarzystwie. Bo o czym mają rozmawiać? O cierpieniu swoich dzieci? Lęku przed śmiercią?

„W samotności nie da się żyć, ale można w niej umierać. Śmierć jest intymnością. Kładka prowadząca na drugi brzeg jest w stanie pomieścić tylko jedną osobę i najwyraźniej jest w tym jakiś sens.”

„Apteka marzeń” to opowieść o Wojownikach, którzy do pokonania mają najbardziej okrutnego i podstępnego z możliwych wrogów. W tej walce wspierają ich lekarze, pielęgniarki, rodziny i przyjaciele. Ale czasem pomóc może tylko cud… Najważniejsza jest chęć wyzdrowienia, bo jeśli jej zabraknie, żaden lek nie pokona choroby. Natasza Socha w cudowny, ciepły sposób opisuje jaką dojrzałością wykazują się ci najmłodsi pacjenci oddziałów onkologicznych. Ta książka jest smutna, przejmująca i wzruszająco piękna. Porusza temat najtrudniejszy z możliwych – śmierć, choroba, utrata dziecka. Przy tym nie dramatyzuje do przesady, nie moralizuje, nie pisze też bajki ze słodkim happy endem.

„Te dzieci walczą od pierwszego dnia do ostatniego oddechu. […]Rozciągają każdy kolejny dzień, jakby rozsmarowywały odrobinę masła na kromce chleba. I zaczynają od nowa. A kiedy widzą, że nadeszła ich pora, przechodzą spokojnie na drugą stronę.”

Ciężko mi ubrać  w słowa emocje, jakich doświadczyłam podczas czytania „Apteki marzeń”. Ta historia dotknęła mnie podwójnie, bowiem straciłam kiedyś bliskie osoby z powodu raka, a na dodatek jestem matką trójki dzieci. Przy każdej przewracanej stronie myślałam, czy ja zniosłabym taką tragedię. Od chwili przeczytania tej książki codziennie przypatruję się swoim dzieciom i myślę, czy czegoś nie przegapiam… Z drugiej strony jestem zarejestrowana jako potencjalny dawca szpiku i wiem, że to najlepsze co mogę zrobić – mogę dać komuś nadzieję, podarować nową szansę…

Tagged with: , , , , , , ,

3 comments

  • Agnieszka Kaniuk

    Dla mnie to bardzo ważna książka, którą odebrałam bardzo osobiście. Jeśli chcesz wiedzieć dlaczego zapraszam na mojego bloga. Miło tu u Ciebie, Zostaję na dłużej i będę stałym gościem,Bloga dodaję do obserwowanych.:)

    Reply to Agnieszka Kaniuk

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*