369 (60). „Tryjon” Melissa Darwood

369 (60). „Tryjon” Melissa Darwood

Wydawnictwo SQN (Sine qua non)

304 strony, oprawa miękka

2018

„Nasza osobowość to glina, emocje to woda. Woda stanowi spoiwo dla gliny, sprawia, że dzięki niej budulec staje się plastyczny i ułatwia formowanie trwałych przedmiotów.”

Z twórczością Melissy Darwood spotkałam się przygotowując do spotkania z nią w Gdańsku. Przeczytałam wtedy „Luonto” i mimo sprzecznych opinii różnych blogerów wyrobiłam sobie własne zdanie o tej książce. Największym szokiem było dla mnie odkrycie, że pod obco brzmiącym nazwiskiem kryje się całkiem sympatyczna Polka. Sięgając po „Tryjon” nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Teraz mogę stwierdzić, że styl Melissy Darwood jest specyficzny i niepodrabialny. Potrafi przepleść magię z psychologią i świat realny z tym wymyślonym.

„Gdybym mógł wrócić do życia, rozgłaszałbym po świecie mądrość, którą wyniosłem z tamtego spotkania: kochajcie wszystkie dzieci, chwalcie je i dawajcie im poczucie bezpieczeństwa. Bo bez tego mały, zagubiony chłopiec wyrośnie na zbrodniarza wojennego, który zemści się na niewinnych ludziach za swoje nieszczęśliwe dzieciństwo.”

Bohaterka książki, Mila, od dzieciństwa cierpi na zaniki pamięci, które potrafią trwać nawet kilka tygodni czy miesięcy. W tym czasie robi rzeczy, których nie pamięta, jakby kontrolę nad nią przejmowała inna osoba. Po którymś z takich epizodów dziewczyna budzi się… w zaświatach. Od nieprzyjemnego strażnika dowiaduje się, że zabiła swojego męża i popełniła samobójstwo. A ona nawet nie pamięta, że miała męża… Jak ma udowodnić swoją niewinność, skoro nie potrafi zapanować nad własnym umysłem? Czy jest ofiarą opętania, a może dotknęła ją choroba psychiczna? Czym jest tajemniczy Tryjon, w którym ma zostać osądzona?

„- Moja droga, śmierć to część życia, przypomina oddech, tylko że bardzo długi.”

„Tryjon” z pewnością nie jest klasyczną powieścią fantasy, a nawet pokusiłabym się o stwierdzenie, że to wcale nie jest fantastyka. To bardziej książka-przypowieść, zawierająca fantastyczno-religijne elementy i odniesienia. To opierająca się na archetypach opowieść o tym, że człowiek musi żyć w harmonii ze wszystkimi swoimi emocjami i panować nad nimi by być w pełni szczęśliwym. Fantastyczny Tryjon, w moim odczuciu nosi znamiona chrześcijańskiego czyśćca, w którym grzesznicy muszą odpokutować swoje winy i poddać się osądowi wszechwiedzących istot. Tym razem jednak zamiast życia wiecznego można otrzymać coś o wiele cenniejszego – drugą szansę.

„Nic nie trwa wiecznie, kiedyś doznamy strat, o których nawet nie chcemy myśleć. Wówczas będziemy musieli pogodzić się z tym, co nas spotkało. Ale to jest przyszłość, a my jesteśmy w teraźniejszości.”

„Tryjon” to także opowieść o miłości, która jest silniejsza od śmierci i rozpala serca mimo braku nadziei na szczęśliwe zakończenie. Mogę się przyczepić (chociaż to za dużo powiedziane) tylko do dwóch rzeczy: po pierwsze do kilku nie w pełni zakończonych i niejasnych dla mnie wątków, takich jak śmierć ojca Mili; a po drugie do delikatnie moralizatorskiego wydźwięku całej historii, która cała tchnie przesłaniem – to co czynicie za życia, będzie wam rozliczone po śmierci…

Ale to jest jedna z cech szczególnych twórczości Melissy – drugie, głębsze dno, gdzie pod przykrywką ciekawej romantyczno-fantastycznej opowieści kryje się poważniejsza historia, dotykająca bardzo aktualnej społecznej tematyki. Jestem bardzo ciekawa, jakie są Wasze odczucia do książek tej autorki. Czy ta jej specyficzność trafia w Wasz gust?

Za egzemplarz do recenzji dziękuję autorce.

Tagged with: , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*