385 (76). „Runa” Vera Buck

385 (76). „Runa” Vera Buck

Tł. Emilia Skowrońska

Wydawnictwo Initium

607 stron, oprawa miękka

2018

„Salpetriere może i było najsłynniejszym szpitalem w całej Francji, może i najnowocześniejszym, lecz nic nie mogło ukryć faktu, że w całej tej nowoczesności leżały blisko cztery tysiące chorych, starych i obłąkanych, którzy jęczeli, bo umierali, albo płakali, bo jeszcze żyli.”

Dziewiętnastowieczny szpital dla chorych umysłowo w Paryżu staje się sceną tragicznych i mrocznych wydarzeń. Sceną w praktycznie dosłownym znaczeniu, bo leczenie schodzi tu na dalszy plan za istotniejszymi dla jego dyrektora pokazami. Doktor Charcot staje się reżyserem i scenarzystą, wykorzystując jako „aktorki” podległe mu pacjentki. Jego przedstawienia hipnozy histeryczek ściągają tłumy żądne sensacji. Gdzie w tym wszystkim etyka lekarska i dobro pacjentów? I kim jest tajemnicza dziewczynka o imieniu Runa, której przybycie do szpitala La Salpetriere staje się początkiem lawiny oszałamiających wydarzeń?

„Strach zaczyna się tam, gdzie jesteśmy nieświadomi i bezradni — i dopiero w tym punkcie jesteśmy gotowi w całości oddać się w ręce innej osoby, która zdaje się nam mądrzejsza, potężniejsza.”

„Runa” Very Buck jest książką porażającą autentyzmem, w której pod płaszczykiem fikcji literackiej ukrywają się prawdziwe miejsca i pionierzy współczesnej medycyny. Podobnie jak podczas lektury „Ginekologów” Thorwalda miałam dreszcze i przecierałam oczy ze zdumienia, że można kiedyś było wierzyć w „leczenie” przez lodowate kąpiele, czy przerażające prasy do jajników.

„Całymi miesiącami Goltz wypłukiwał silnym strumieniem wody coraz większe fragmenty mózgów dziesiątkom psów,  aby udowodnić, że organ ten, jako zamknięta całość, nadal funkcjonuje i nawet niemal całkowite jego usunięcie praktycznie nie ogranicza zwierzęcia.”

Ta powieść nie jest typowym thrillerem, nie tylko ze względu na specyficzne miejsce akcji i jej czas, ale także na skupienie, jakiego wymaga podczas lektury. Wiele wątków, różnorodni bohaterowie, których oczami poznajemy zdarzenia — to sprawia, że nie da się „Runy” przeczytać jednego wieczoru. Ja musiałam co jakiś czas odkładać książkę, by przetrawić i przemyśleć pewne fragmenty oraz zdystansować się do opowieści o wariatkach i ich nie mniej szalonych lekarzach…

„Nie chodziło mu o przecinanie połączeń. Nie chodziło mu o naprawienie psychiki, tylko o jej amputowanie. Chciał ją odciąć, tak jak odcina się chorą nogę, której nie można już uratować.”

Jeśli szukacie książki, która porwie Was od pierwszych stron, to niekoniecznie będzie to „Runa”. Tutaj napięcie rośnie pomału, a akcja jest początkowo mocno rozproszona, co bywa dekoncentrujące. Do tego dochodzą opisy zabiegów i pokazów medycznych, które dodają całości powagi i ciężkości. Ta powieść na pewno nie będzie lekką odskocznią od codzienności. Bardziej przygniatającym pierś upiorem, który wpełza do umysłu.

„Nie było tak, że Joriemu przeszkadzał gatunek ludzki jako taki. W Salpetriere nieustannie miał do czynienia z ludźmi[…]. Każdy miał swoje miejsce, wiedział, gdzie kogo znaleźć, kto leży w którym łóżku. W przeciwieństwie do tego w śródmieściu dzień i noc panowały brak dyscypliny i nieposkromiony chaos.”

Bohaterowie powieści są wielce różnorodni i stanowią przekrój ówczesnego społeczeństwa. Są to osoby o różnym wieku, statusie społecznym, ambicjach i poglądach. Postacią, która mnie ujęła najbardziej, i do której poczułam najwięcej sympatii jest Lecoq – były policjant, który wierzy w swoje przestępcze przeznaczenie i jest najbardziej barwną a jednocześnie zaskakującą osobowością. To, jak dla niego kończy się cała historia, okazało się dla mnie ogromnym zaskoczeniem, za co daję ogromnego plusa autorce.

„Co to za klinika, pomyślał Jori. Martwy królik na podłodze stanowi tu niebezpieczeństwo. Albo dziewczynka, która nie chce jeść.”

„Runa” jest debiutem Very Buck, ale widać w niej ogrom pracy i przygotowania. Połączenie wątków i zespojenie ich w misterną intrygę jest nie lada wyzwaniem, a autorka mu sprostała. Wykreowała realistyczne postaci, po części wzorując się na autentycznych, historycznych postaciach, o których możemy przeczytać w podręcznikach medycznych. Połączyła prawdę z fikcją i medycynę z thrillerem psychologicznym tworząc powieść, którą określiłabym jako gęstą i ciemną niczym atrament, którym napisano tajemnicze wiadomości.

Książka wydana przez

Tagged with: , , , , , , , , , ,

2 comments

  • Iwona banach

    Aż szkoda, że mówiąc o tej książce tak mało można powiedzieć, żeby nie zdradzić całości. Temat mi bardzo znany i bliski, interesowałam się tym jakoś od zawsze. Czytałam o wielu wielkich ludziach tym koszmarom poddanym Niżinski, Rosemary Kennedy, Sylwia Plath, Komornicka, Camille Claudel… straszne i fascynujące jednocześnie.

    Reply to Iwona banach

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*