429 (24). „Księżycowa kołysanka” Katarzyna Misiołek – PRZEDPREMIEROWO! PATRONAT!

  • 429 (24). „Księżycowa kołysanka” Katarzyna Misiołek

Wydawnictwo Książnica (Publicat)

336 stron, oprawa miękka

2019

Przyglądałam się zarysowi ich sylwetek; przez niewielkie okno wpadała księżycowa poświata, zalewając ich srebrnym światłem. Ojciec i syn ­ pomyślałam i zalała mnie fala czułości. Moi dwaj mężczyźni. Tylko moi.

Kolejna powieść Katarzyny Misiołek, czyli „Księżycowa kołysanka” to podróż w głąb emocji, zmuszająca do refleksji i drażniąca powracającym pytaniem: co by było gdyby…? Ludzkie życie składa się z miliona podejmowanych decyzji – większych i mniejszych. Co zjeść na śniadanie, jakie buty ubrać? Z kim się wiązać, gdzie zamieszkać, jaką pracę podjąć? Nasze wybory tworzą „efekt motyla” (jakby nawiązując do tytułu poprzedniej powieści 😉 ) i mają wpływ nie tylko na życie nas samych. To, jak postąpimy w danej sytuacji, a także to, czego nie zrobimy, może zadecydować o czyimś losie. Przed takimi rozważaniami zostają postawieni bohaterowie „Księżycowej kołysanki”, gdy pewnej nocy dochodzi do śmiertelnej tragedii. Czy ktoś miał szansę jej zapobiec?

[…]miłość polega chyba na tym, że pewne rzeczy dostrzegają tylko dwie zapatrzone w siebie osoby[…]

„Księżycowa kołysanka” jest pisana dwutorowo – kiedyś i teraz. Dzięki temu poznajemy bohaterów na różnych etapach życia i odkrywamy, co doprowadziło ich do obecnego położenia. Dwie pary małżeńskie, które sądzą, że przyjaźń pomiędzy nimi oraz wzajemna miłość przetrwa każdą próbę, po latach wiszą na skraju przepaści. Rozwód, młodszy kochanek, problemy z dorastającymi dziećmi – chciałoby się rzec: proza życia. I to prawda, bo autorka opisuje postaci i wydarzenia z tak plastycznym realizmem, że mamy wrażenie, że znamy je z własnego doświadczenia.

To fajny i zabawny facet, ktoś, przy kim mam ochotę zasypiać. Robi dla mnie kanapki, masuje mi stopy, odbiera mnie z dworca i pociesza, kiedy śni mi się koszmar.

Katarzyna Misiołek nie pisze słodkich romansów, w których wszystko kończy się happy endem. Wręcz przeciwnie – poniewiera bohaterami, stawia ich przed moralnymi dylematami, tworzy ich w wielu odcieniach szarości. W „Księżycowej kołysance” nie ma postaci stricte dobrych czy złych. Są to kobiety i mężczyźni przeniesieni z prawdziwego życia, czyli popełniający błędy, skupieni na sobie, nieidealni. Muszę przyznać, że żadnego bohatera czy bohaterki nie polubiłam w stu procentach. Agata miała swoje za uszami i czasem wydawała mi się zbyt lekkim duchem a Baśka…

Baśka jest tak ode mnie różna, jak różnią się pomiędzy sobą ogień i woda, czerń i biel. Ja otwarta na nowości, ona konserwatywna. Ja energiczna, ona wiecznie zmęczona, przytłoczona obowiązkami, niezadowolona. Ja potrafiąca uwolnić się od przeszłości, ona tkwiąca u boku faceta, z którym nie jest do końca szczęśliwa.

Miejsce akcji, czyli domek nad jeziorem, to wielki atut tej powieści. Z jednej strony idealne miejsce na wakacyjne wypady i letnią przygodę. Z drugiej – wymagający nakładu pracy i finansów, co zawsze powoduje spięcia. No i jest jeszcze mroczna tajemnica poprzedniej właścicielki. Wywołała ona na mojej skórze dreszcze i wzbudziła ogrom sprzecznych emocji.

Ten dom miał być naszym rajem na ziemi, a stał się miejscem, w którym stale mamy do siebie jakieś pretensje!

„Księżycowa kołysanka” składa się z wielu warstw, od obyczajowej, przez romans, po brutalne elementy kryminalne. Katarzyna Misiołek łączy wątki w skomplikowany wzór, w którym wszystko ma swoje miejsce i łączy się ściśle ze sobą. Nie ma mowy o nudzie, przewidywalności i rutynie. Ta powieść jest świeża, nieoczywista, przypomina piękny, choć drapiący szal. Zmusza do myślenia, wartościowania własnych przeżyć. Wywołuje chęć utożsamiania się z bohaterami i zastanawiania nad ich wyborami.

– Lubisz czytać?
– W sumie to nie bardzo. Szkoda mi czasu na wymyślone pierdoły, skoro tuż obok trwa prawdziwe życie. Piwo, fajki, randki…

Jako matka trójki dzieci nie mogłam, i nadal nie mogę przestać się zastanawiać, czy popełniam dużo błędów wychowawczych. Czy jestem w stanie ochronić syna i córki, czy mam wpływ na ich decyzje. Co będzie dla nich ważniejsze, gdy będą nastolatkami: opinia matki czy rówieśników? Czy mogę im wpoić takie zasady, by byli w przyszłości bezpieczni i nie popełniali głupich błędów?

Świtało, kiedy wyciągnęli ją z wody. Nie patrzyłam, nie byłam w stanie. Mignęły mi tylko przed oczyma jej mokre długie włosy, które nie miały już w sobie nic z pszenicznego złota.

W „Kryształowych motylach” Katarzyna Misiołek poruszyła bolesny i trudny temat osieroconych matek. Natomiast w „Księżycowej kołysance” nie ma jednego, wiodącego motywu. To składanka życiowych opowieści o miłości i śmierci, o związkach, rodzinach i przyjaźni wystawianej na próbę. I o tym, jak drobne fragmenty układają się w skomplikowaną układankę jaką jest nasze życie. Ta książka zmusza do myślenia o tym, na co mamy wpływ, a co dzieje się niezależnie od naszych działań. O tym, że przeszłości nie da się odciąć grubą kreską i każde z naszych przeżyć, a w szczególności te dramatyczne, odciskają na nas trwały ślad i determinują dalsze życiowe wybory.

Żaden mężczyzna nie chce być jednym z wielu. I chociaż oni mają w zwyczaju kolekcjonować miłosne podboje niczym pocztowe znaczki, sami wolą wierzyć, że są dla nas tym najważniejszym, wyjątkowym.

Uważam, że tytuł „polskiej Jodi Picoult”, który został nadany Kasi Misiołek, jest jak najbardziej zasłużony. „Księżycowa kołysanka” to kolejna jej powieść, która szokuje, wzrusza i zostaje w pamięci na długo. A zakończenie jest taką wieloznaczną niespodzianką, że wciąż nie mogę do siebie po nim dojść. Jak to u Kasi nie ma oczywistego happy endu, za to jest niebanalny twist, który powoduje prawdziwe trzęsienie duszy!

Książka ukazała się nakładem

Tagged with: , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*