418 (13). „Kryształowe motyle” Katarzyna Misiołek -PATRONAT

418 (13). „Kryształowe motyle” Katarzyna Misiołek

Wydawnictwo Książnica

288 stron, oprawa miękka

2019

Lubiła się zastanawiać, które z mijających ją osób są naprawdę szczęśliwe, a które tylko świetnie szczęście udają. Mężczyzna w ciemnym garniturze wyglądał
posępnie. Kobieta w szarej garsonce sprawiała wrażenie wykończonej, niemal wyzutej z sił. Młoda dziewczyna z dzieckiem na ręku była smutna i niewyspana, idący za nią gość w średnim wieku miał zaciśnięte usta i zmęczone spojrzenie kogoś, kto zmierza w stronę przepaści.

Katarzyna Misiołek po raz kolejny udowadnia, że jak mało kto potrafi wejść w ludzkie dusze i umysły, by stworzyć realistyczne,przejmujące historie, które szarpią emocjami i na długo zapadają w pamięć. Poprzednie jej powieści były świetne, wywoływały dreszcze na plecach jak choćby „Dziewczyna, która przepadła czy „Ktoś ci się przygląda” albo powodowały gorzkie łzy przy życiowych opowieściach o zdradach i porażkach jak w „Niekochanej” lub „Nie podchodź bliżej„. Jednak „Kryształowe motyle” to powieść jedyna na milion, dzięki której autorka w mojej opinii zdobyła tytuł „polskiej Jodi Picoult” pisząc o dramatach w taki sposób, że nie da się oderwać od lektury.

Miłość to złudzenie, że jedna kobieta jest inna niż wszystkie pozostałe.

Bohaterkami powieści „Kryształowe motyle” są trzy matki, które straciły swoje dzieci. Różni je praktycznie wszystko – status społeczny, sytuacja osobista, wiek i okoliczności śmierci dzieci. Łączy tragedia i pragnienie odnalezienie zrozumienia i być może…wybaczenia. Każda obwinia się o to, że nie były dość dobrymi matkami, dlatego straciły swoje pociechy. W głowach wciąż kołaczą się myśli: co zrobiłam źle? co mogłam zrobić inaczej? jak mogłam zareagować? W trudnej egzystencji osieroconym matkom nie pomagają bliscy, którzy albo obchodzą się z nimi jak z winnymi, albo uciekają od tematu, ani obcy- osądzający żal lub jego brak…

Zastanawiałaś się czasem, jak wiele nas jest? Może ta ładna brunetka, która siedzi obok ciebie w autobusie, też opłakuje własne dziecko? Może blondynka zza lady w monopolowym również straciła syna? Może twoja sąsiadka ma za sobą kilka poronień albo jakąś traumatyczną historię, którą pogrzebała głęboko w sercu? Mijamy się na ulicach, nie patrząc sobie w oczy, żyjemy obok siebie, nie wiedząc o sobie nic…

„Kryształowe motyle” to opowieść otwierająca czytelnikom oczy na to, że wśród nich są osoby cierpiące zniewyobrażalnej tęsknoty za utraconymi dziećmi. Dzięki tej historii może odważą się odezwać, poszukać podobnych sobie, odnaleźć iskrę nadziei. Bo śmierć dziecka, mimo swojej potegi, nie jest końcem życia jego matki. Przychodzi taki czas, że i ona ma ochotę się uśmiechnąć, czerpać radość z drobnych przyjemności, poszukać szczęścia. I ma do tego prawo.

– Każdy z nas ma na sumieniu coś, co chciałby wymazać z pamięci. Czasem są to zwykłe drobiazgi, a nadal gdzieś tam uwierają duszę niczym kamyk w przyciasnym bucie…

Dlaczego porównuję Katarzynę Misiołek do Jodi Picoult? Po pierwsze ze względdu na tematykę, jakiej się podejmują, często będącą dla innych tabu. Choroba, samobójstwo, śmierć – a szczególnie dotycząca dzieci – czzęsto są omijane szerokim łukiem jako wątki zbyt drażniące. Moim zdaniem to jednak najbardziej wartościowe powieści, bo dotykają autentycznego życia, nie zalewając go lukrem i nie serwując bajeczek o królewnach znajdujących szczęście u boku idealnego księcia zaraz po otwarciu kawiarenki/kwiaciarenki/tudzież księgarenki. Mogę od czasu do czasu przeczytać taką naiwną historię i westchnąć pod nosem w tęsknocie za owym księciem, ale za chwile ją zapomnę, rozmyje się w setce innych,podobnych. Natomiast „Kryształowe motyle” weszły w moją duszę tak głęboko, że zapuściły w niej korzenie, wbiły się kolcami i drapią w gardle za każdym razem, gdy patrzę na moje dzieci. I to jest cudowne i niezwykłe. Bo bohaterki tej powieści są prawdziwe- szorstkie, nie czarno-białe, pogubione we własnych decyzjach i pragnieniach – takie jak ja.

Siedzimy tu i rozdrapujemy rany, a jednak cieszę się, że was poznałam. Nie wiem, może to po prostu takie egoistyczne poczucie, że nie jestem sama? Ale przecież nie może mnie pocieszać fakt, że wy też straciłyście dzieci, nie jestem aż tak złym człowiekiem…

Podobnie jak u Jodi Picoult, zakończenie zaskakuje i szokuje. Sprawia, że przez myśli galopują zarówno pozytywne jak i ciemne odczucia. Doświadczamy radości,nadziei, ale też porażki i czarnej otchłani rozpaczy. Historia Anny, Elżbiety i Izabeli pozostanie ze mną na długo i będę ją polecać przy każdej nadarzającej się okazji. „Kryształowe motyle” – opowieść o kruchości życia i delikatnych skrzydłach optymizmu – wyjątkowa, przejmująca i napisana tak, że nie sposób się od niej oderwać. A po lekturze gwarantowany kac książkowy i stosy zapłakanych chusteczek…

Książka ukazała się nakładem

Tagged with: , , , , , , ,

3 comments

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*