Daj mnie ksionżkę! – Czyli słowo o blogerach ;)

Bloger pisze o blogerach? 😉 Jakiś czas temu podzieliłam się z Wami moimi spostrzeżeniami odnośnie typów czytelników. Tym razem postanowiłam zabrać się za subiektywny przewodnik po wybranych „gatunkach” blogerów książkowych. Tak jak poprzednio, zachęcam gorąco do dyskusji 😉

Bloger nowicjusz

Każdy kiedyś zaczynał, ja też – prawie cztery lata temu. Takiego blogera dość łatwo rozpoznać: jego teksty są zwykle krótkie, często recenzuje książki własne i wypożyczone z biblioteki. Nie wie jeszcze, czym grozi narażanie się rodzimym pisarzom 😉 Oczywiście istnieje kilka „podgatunków” nowicjusza…

Bloger kopiuj-wklej

Zmora bardziej ambitnych recenzentów. Jego wpisy polegają na przekopiowaniu informacji o książce ze strony wydawcy i dopisanie dwóch zdań typu: „polecam, bo fajna książka”, lub „bohaterowie nudni, ale polecam”. Niektórzy idą krok dalej i opcję „kopiuj-wklej” stosują także do… cudzych recenzji. W sieci co rusz wybucha afera plagiatowa. Okazuje się, że chodzą po świecie tacy, którzy lubią się „inspirować” zbyt mocno cudzą pracą…

Bloger analfabeta

Tutaj  może się wielu narażę, bo przecież „każdy ma prawo pisać”. Owszem, może, ale nie zawsze powinien. A jeśli już ktoś bierze się za pisanie o książkach, często wytyka błędy ich autorom, a w jego „recenzji” potrafi być pięć byków w jednym zdaniu, to zdecydowanie powinien zmienić „branżę”. Oczywiście wiem, że są osoby z różnymi dysfunkcjami, takimi jak dysleksja, dysgrafia i inne, utrudniające poprawne pisanie. Ale, może to dla niektórych niespodzianka, istnieje coś takiego jak słowniki! Jeśli ktoś ma awersję do papierowych, lub nie chce mu się wyszukiwać błędów pojedynczo, to są też programy sprawdzające poprawność. Zwykły Word czy inny program do pisania tekstów z reguły podkreśla błędy na czerwono…

Czytanie recenzji, w których czytamy, że „ksionżka była fajna bo bochaterowie siem kohali”, po prostu boli… A najbardziej przeraża mnie to, że tacy „recenzenci” dostają kolejne książki od wydawców czy autorów. Naprawdę nikt ich nie sprawdza??

Bloger spojlerowy

Przez ten typ blogerów, wiele osób nie lubi czytać recenzji. Jeśli ktoś szuka opinii o interesującej go książce i trafia na wpis, w którym ktoś umieszcza streszczenie całej akcji, łącznie z oznajmieniem na początku, który z bohaterów ginie i kto jest mordercą, to jest to totalny fakap… No błagam, jeśli już ktoś chce się podzielić wrażeniami po przeczytaniu książki, niech chociaż oznaczy dany fragment recenzji jako zdradzający fabułę. Wiem, że są osoby, które lekturę książki zaczynają od ostatniej strony (serio!), ja jednak do nich nie należę i chyba większość czytelników irytują takie streszczenia i spojlery.

Bloger wyłudzacz

Tutaj napiszę krótko, że wiem, iż taki problem istnieje i kładzie się cieniem na całej książkowej blogosferze. Tutaj również pytanie do wydawcy – dlaczego nie ma nad tym kontroli?

Bloger hejter

O tym tez trzeba głośno powiedzieć. Istnieje typ blogera ( także na IG czy YT), który „specjalizuje się” w negatywnych recenzjach. O ile rozumiem, że nie wszystkim podobają się te same książki i każdy ma prawo do krytyki (u mnie też znajdziecie wpisy o książkach, które mi się nie podobały), to celowe czytanie książek nielubianych autorów czy gatunków tylko wyłącznie po to, by potem napisać, że są złe, jest dla mnie po prostu słabe. Należy też rozróżnić krytykę od hejtu. Ta pierwsza ma na celu wskazanie błędów, czy pokazanie elementów nie odpowiadających gustowi osoby czytającej. I to jest jak najbardziej wskazane. Hejt to po prostu wylanie jadu, które ma służyć jedynie połechtaniu ego piszącego, jaki to on nie jest wspaniały. Zwłaszcza, gdy pod negatywną opinią znajdzie się grono „przyklaskiwaczy”…

Bloger cukierek

To dokładnie drugi, przeciwny biegun blogera hejtującego. U „cukierka” znajdziecie wyłącznie pozytywne opinie, w których będą przewijać się słowa: najlepsza, cudowna, niesamowita, ukochana, bestseller, hit. A na końcu podziękowania dla wydawcy lub autora za egzemplarz. Przy  takich wpisach czuję pod tym cukrem gorzki posmak. Nic dziwnego, że potem krąży opinia, że blogerzy MUSZĄ pisać pozytywy, kiedy dostają książkę do recenzji. Wiem, że czasem ciężko jest napisać opinię negatywną, szczególnie, kiedy przyjaźni się z autorem. Jednak, w mojej opinii, rzetelny bloger to szczery bloger. I pisarze, którzy obrażają się na niepochlebne recenzje  (nie hejt!) tracą wiele w moich oczach.

Bloger okołoksiążkowy

Ten typ zaczyna się ostatnio przebijać, czemu wcale się nie dziwię. Jak pisałam w artykule o czytelnikach – recenzje nie są popularne. Dlatego blogerzy oprócz tekstów stricte o książkach publikują również inne wpisy. Jednym z przykładów jest to, co teraz czytacie 😉 Są to też różnego rodzaju podsumowania, zapowiedzi, artykuły o akcjach, a nawet własne krótkie formy literackie. Coś, dzięki czemu czytelnik kliknie jednak w ten link i zajrzy na blog. A przy okazji poczyta recenzje 😉

Bloger ambitny

Może to gatunek na wymarciu, albo trafiający do niewielu odbiorców, ale ja takich cenię najbardziej i sama się do nich zaliczam (tak, skromność nie jest moją zaletą). Taki bloger nie poprzestaje na przekopiowaniu notki wydawcy, nie pisze streszczenia fabuły i nie zapełnia recenzji dwudziestoma zdjęciami (żeby było jej więcej). Za to dokonuje subiektywnej analizy książki, przekazuje swoje odczucia po lekturze, czasem podkreśla je dopasowanymi cytatami. Zwraca też uwagę na styl i język recenzji, dba o poprawność gramatyczną. Jego recenzje bywają czasem zbyt długie (tak, to przytyk do moich własnych), ale nie opierają się wyłącznie na wytartych wyrażeniach: fajna książka, nudni bohaterowie, rollercoaster emocji.

Zaglądam na kilka blogów, na których wpisy mogłyby śmiało być odrębnymi tekstami literackimi. Część z nich tworzą pisarz, i to widać! Chciałabym, żeby właśnie takie recenzje i teksty miały najszersze grono odbiorców. A wiecie dlaczego? Bo czytając dobre, w sensie dobrze napisane, teksty rozwijamy własny zasób słów, wiedzę oraz doskonalimy umiejętność czytania ze zrozumieniem. Teraz trochę poudaję snoba i napiszę, że czytelnicy, którzy wybierają wpisy blogerów ambitnych, sięgają  często po lektury z tak zwanej wyższej półki.

Bloger samsung

Czyli piszący właściwie dla siebie. Nie obchodzą go zasięgi czy komentarze. Nie współpracuje z wydawcami, lub robi to sporadycznie, w luźnej formie. Jego wpisy są mocno subiektywne i służą bardziej segregowaniu własnych przemyśleń po lekturze, by móc do nich kiedyś wrócić, niż szerzeniu opinii wśród innych. Blog jest formą zeszytu z notatkami, w którym można zapisać tytuły przeczytanych książek. Ten gatunek blogera czasem ewoluuje w bardziej zaawansowaną formę, czasem pozostaje na tym samym pułapie. I nie jest to niczym dziwnym ani zdrożnym 😉

Bloger guru

To kategoria, w której chciałby się znaleźć każdy szanujący się bloger książkowy ( i nie tylko). Tacy blogerzy wywodzą się zazwyczaj z blogerów ambitnych, chociaż bywają wyjątki. To, co ich wyróżnia, to wpływ na czytelników, którzy po pozytywnej recenzji biegiem składają zamówienia w księgarniach i bibliotekach. To osoby, których „tak” lub „nie” bywa dla książki windą lub równią pochyłą. Oczywiście każdy, lub prawie każdy bloger staje się po pewnym czasie mini-guru dla swoich czytelników. Jednak by stać się influencerem na szeroką skalę potrzeba dużo szczęścia, wiedzy i pracy. Przede wszystkim pracy. Czy to się opłaca? Tym najlepszym na pewno. Bo za pracę należy się wynagrodzenie. I chociaż w Polsce panuje przekonanie, że bloger nie powinien zarabiać na swojej pasji, to są tacy, którym to się udaje. Na dodatek są szanowani i mają naprawdę ogromny wpływ na rynek czytelniczy w naszym kraju. Macie swoje typy w tej kategorii?

Bloger blogerowi nierówny

To już podsumowanie mojej subiektywnej listy gatunków blogera, chociaż pewnie i tak nie wyczerpałam tematu do końca. Oczywiście, tak samo jak w przypadku czytelników, granice pomiędzy różnymi typami są płynne a wiele cech jest wspólnych. Bywają też blogerzy, którzy nie wpasowują się w żadne klasyfikacje.

Powyższy tekst oczywiście nie miał za zadanie nikogo urazić i mam nadzieję, że nikt nie poczuł się osobiście dotknięty. To dość luźne obserwacje środowiska blogerskiego. Następnym razem chciałabym poruszyć też kwestie grup fanowskich, a także tak zwanych „gównoburz” przetaczających się przez literacki światek. Jeśli jesteście zainteresowani tymi tematami, dajcie znać. A może jest jeszcze coś, o czym chcielibyście poczytać? Piszcie śmiało!

Tagged with: , , , , , , , ,

10 comments

  • Marta

    Teraz siedzę i się zastanawiam, która etykietka jest moja. 😀 Na pewno nie nowicjusz, bo to już dwa lata. Na pewno nie spoilerowiec, bo spoilerów nienawidzę. Kopiuj-wklej to też nie ja, bo notek wydawcy zazwyczaj nawet nie czytam. Wyłudzaczem nie jestem na pewno, bo książek mam tak dużo, że nawet mało współpracuję z wydawnictwami, bo już nie mam kiedy tego czytać. Hejter ze mnie żaden, a cukierek jeszcze gorszy. 😀 Mam też wielką nadzieję, że choć zdarzają mi się błędy to jednak nie kwalifikuję się jako analfabeta. Guru ze mnie raczej słabe. Zostaje okołoksiążkowy, ambitny oraz samsung i chyba w każdej z tych kategorii widzę coś „swojego”. 😀 Wesoły post, sama mam bardzo podobne spostrzeżenia choć kiedy byłam nowicjuszem pisałam chyba dłuższe recenzje niż dzisiaj! 😉
    Grupy fanowskie autorów czy blogerów? 😉

    Reply to Marta
  • Ksiazkoholiczka94

    Szczerze mówiąc to patrząc na większość popularnych blogów (oczywiście są wyjątki) to mam wrażenie że bloger-guru kompletnie nie wywodzi się z blogerów ambitnych a raczej z blogerów cukierkowych, bo mam wrażenie że nasza blogosfera to jedno wielkie towarzystwo wzajemnej adoracji: nikt nikomu złego słowa nie powie, żeby nie daj Boże kogoś nie urazić. Bloger nie skrytykuje książki polskiego autora, żeby ten się przypadkiem nie obraził i nie zamknął mu drogi do kolejnych swoich publikacji czy wywiadów. Co innego z książkami zagranicznych autorów- wszak czego autor nie przeczyta to go nie zaboki, więc Ci sami blogerzy, którzy pod niebiosa wychwalają polskich autorów zamieniają się w wyrachowanych krytyków gdy chodzi o autorów takich jak Brown, Rowling, King, Coben itd. A czytelnicy bloga (czyli zazwyczaj inni blogerzy) przyklaskują takim blogerom, żeby tylko nie popaść z nimi w komflikt. Ostatnio z ciekawości przejrzałam komentarze pod recenzją na jednym z bardzo popularnych blogów i wiesz co tam znalazłam? „świetna recenzja”, „napewno przeczytam”, ewentualnie „już czytałam, w pełni się zgadzam” ze świecą szukać choćby jednego komentarza, w którym czytelnik miałby coś do powiedzenia co sugerowałby że faktycznie recenzje przeczytał. Dlatego od jakiegoś czasu najchętniej odwiedzam blogi, których autorzy w większości sami się zaopatrują w książki, a nie są zależni od wydawnictw:)

    Reply to Ksiazkoholiczka94
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      To prawda, że „cukierkowi” blogerzy, podobnie jak hejterzy zbierają wokół siebie kółko wzajemnej adoracji. A te komentarze to puste nabicia statystyk. Ja już chyba wolę nie mieć żadnych 😉
      Ja chyba jestem dziwnym typem bo krytykuję książki od wydawców i autorów a oni często mi za to dziękują i ślą kolejne 😉

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
      • Książkoholiczka94

        To chyba zależy na kogo się trafi. Zdarzają się autorzy, którzy potrafią krytykę docenić, ale większość niestety zwyczajnie obraża. A z komentarzami to właśnie na tym polega: statystyki i to obustronnie. Cukierowy guru cieszy się, że ma super statystyki, a jego „czytelnicy” zostawiają komentarze tylko po to, żeby zostawić ślad swojej obecności bo liczą na rewanż i tak działa obecnie znaczna większość naszej blogosfery.

        Reply to Książkoholiczka94
        • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

          Przykre ale niestety bardzo prawdziwe. Bo też napędzane przez wydawców, którzy patrzą na cyferki, zamiast sprawdzać merytoryczność i jakość tekstu…

          Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
          • Książkoholiczka94

            Dokładnie, tylko mam czasami wrażenie, że wydawcy sami robią krzywdę swoim autorom. Np. Mówi się, że zazwyczaj książka „żyje” 2 miesiące od daty premiery. I faktycznie w większości tak jest, ake niestety jej to wina wydawnictw, które oczekują, że recenzja ukaże się max. w ciągu miesiąca (chociaż jest kilka, które nie stosują żadnych terminów), i okazuje się, że w czasie okołopremierowym dana książka pojawia się na kilkudziesięciu blogach, tak że nawet nie chce się czytać kolejnej recenzji tej samej książki, a później o danym tytule słuch ginie…

            Książkoholiczka94
  • Angel Oscuro

    Staram się nie robić błędów, ale oczywiście, że mi się zdarza. Na osobistym blogu ostatnio napisałam „karze”, bynajmniej nie od karać. Taki wstyd. A najgorsze jest to, że nikt nie zauważył, a ja chętnie poprawię, jak mi ktoś zwróci uwagę, bo często własnych błędów się nie widzi, nawet, jak czyta się parę razy.
    Kilka książek dostałam, część wygrałam, część jest moja własna, z biblioteki również się zdarzają, ale głównie piszę dla siebie. Jak kogoś zainspiruję, świetnie, jak nie, trudno.

    Reply to Angel Oscuro
  • Izabela Łęcka-Wokulska

    Interesują mnie blogerzy guru. Kto? Zarazem, podejrzewam kto i w sumie szanuję ich pracę. Rzetelne opisanie książki wymaga pracy. Ostatnio pisałaś o spadku form czytanych i przejściu w instagram. Również zauważyłam ten spadek, dlatego cieszę się z tych, co zostali.

    Reply to Izabela Łęcka-Wokulska
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      No niestety, co się dziwić, że czytelnicy wolą oglądać obrazki, niż czytać recenzje, skoro gro blogerów nie powinno rozstawać się ze słownikiem języka polskiego…

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*