302 (116). „Ostatnie srebrniki” Tadeusz Biedzki

302 (116). „Ostatnie srebrniki” Tadeusz Biedzki
Wydawnictwo Bernardinum
224 strony, oprawa miękka
2017

„- Ej tam , nie ma powodu do niepokoju. To przecież zbieg okoliczności. Chyba nie wierzysz w takie bzdury? Ot, zwyczajna kasetka na kobiece drobiazgi, tyle że bardzo stara. Nie wierz w bajdurzenie starego człowieka.”

Historia tajemniczej szkatułki i jej zawartości, sprowadzającej pecha na swoich właścicieli, mogła być naprawdę ciekawym wątkiem. I historyczna część „Ostatnich srebrników” nawet przypadła mi do gustu. Jednak, jak to u mnie ostatnio częste, mam nieco zastrzeżeń do całości, która nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Zabrakło mi stylu i treści. Chociaż sam pomysł był bardzo ciekawy.


„Podeszła do maleńkiego stolika, wyjęła z szuflady niewielki papirus i napisała na nim: Argenti Iudas figuli, po czym z właściwą sobie skrupulatnością opatrzyła zapis datą i swoim podpisem, położyła papirus na monetach, przykryła fałszywym dnem, włożyła do środka pozostałe srebrniki, zamknęła wieko i schowała szkatułkę z powrotem do skrzyni.”

Nawiązanie do czasów, w jakich żył Chrystus i ukazanie wiążącej się z tym tajemnicy, to ostatnio częsty motyw literacki. W chrześcijańskich zagadkach celuje słynny Dan Brown, ale sięgnęła też po nie ( z ciekawym efektem) nasza rodzima autorka – Sandra Borowiecka. I o ile u tej dwójki można mówić o dobrym stylu i wciągającej akcji, to w przypadku książki Tadeusza Biedzkiego zabrakło mi obu tych elementów. Jako bohatera autor osadził samego siebie, co może być ciekawym zabiegiem, jednak tutaj kreacja była zdecydowanie przekoloryzowana. Irytowała mnie też forma narracji w czasie teraźniejszym, która (moim zdaniem) brzmiała sztucznie. 

„Proszę wybaczyć, ale musiałem pana sprawdzić.  Nie wymagało to wiele czasu, bo struktury Kościoła działają sprawnie. Wiem już o panu wystarczająco dużo, a co najważniejsze, możemy współpracować.”

Gdy główny bohater wraz z żoną stają się przypadkowymi świadkami morderstwa do akcji wkracza tajna agencja wywiadowcza Kościoła. Wyobrażenie księdza agenta przekracza moje możliwości i uważam, że Biedzki zbyt mocno popuścił w tym momencie wodze literackiej fantazji. Według niego katolicka agencja jest sto razy lepsza od CIA i FBI razem wziętych, a jej członkowie to superbohaterowie działający w imię Boga z ramienia Watykanu. I z lekkością decydują się na współpracę z przypadkowymi Polakami.

„O tym co działo się w Warszawie po katastrofie smoleńskiej, o pluciu na modlących się ludzi i oddawaniu moczu na krzyż, nie muszę panu mówić.”

Ogromnym minusem powieści jest dla mnie bardzo wyraźnie ukazywanie poglądów politycznych autora poprzez wypowiedzi bohaterów. Najsłuszniejsza słuszność czyli pogląd partii obecnie rządzącej przebija się przez wiele stron i mnie osobiście razi w oczy. Taka indoktrynacja pod przykrywką powieści historyczno-sensacyjnej jest słabym zabiegiem. 

„Europejscy lewacy wspierają wszelkie ruchy i grupy, także te nielegalne, a nawet przestępcze, jak Zakon Judasza i Piłata. […] Jest przedziwnym tworem, mieszanką ludzi o najbardziej skrajnych poglądach, ziejących nienawiścią do chrześcijaństwa, a zwłaszcza do katolicyzmu. Są wśród nich skrajni lewacy i ateiści, którym nie wystarcza brak wiary, lecz za swoją misję uznają fizyczne zniszczenie Kościoła.”

Dość alergicznie reaguję na określenie „lewacy”, a autor używa go nagminnie, z negatywnym wydźwiękiem. Takie słownictwo i głoszone poglądy sprawiły, że nawet mimo początkowo szczerych chęci, nie polubiłam się z tą książką. Na plus mogę zaznaczyć szybkość jej czytania spowodowaną niewielką objętością. Jednak krótka forma oznacza też spłycenie i skrócenie niektórych wątków. Zabrakło mi większej analizy i poziomu komplikacji. Bohaterom wszystko szło jak z płatka, bez najmniejszego wysiłku trafiali na właściwe osoby, które bez oporów i w tempie ekspresowym ruszały im na pomoc.

„[…] cesarz Konstantyn wydał słynny edykt mediolański, który zapewnił im prawo do wyznawania wiary w Chrystusa. Mówiono, że podjął taką decyzję, bo w przeddzień bitwy na moście Mulwijskim przyśnił mu się krzyż na niebie i usłyszał głos: In hoc signo vinces.”

Historia srebrników Judasza miała wielki potencjał, jednak uważam, że został tutaj zmarnowany. „Ostatnie srebrniki” to dość słaba powieść, w której nie porywa ani styl autora, ani akcja. Całość tworzy dość prostą, niewymagającą głębszego skupienia opowieść, która łączy słabe dialogi z wycinkami z Wikipedii i materiałów źródłowych. To dwa niespójne wątki, z których żaden nie został odpowiednio rozbudowany. Mamy motyw tajemniczej starożytnej skrzynki oraz współczesny Zakon Judasza i Piłata. Jednak brakuje szerszej perspektywy i szczegółów, zwłaszcza w drugim przypadku.


„Te srebrniki, najsłynniejsze bodaj monety w historii świata, niemal opowiedziały swoją historię.”

 Sięgając po „Ostatnie srebrniki” liczyłam na ciekawą, zainspirowaną twórczością Browna historię. Jednak płytkość motywów, słaby styl i nie przemawiające do mnie poglądy bohaterów/autora sprawiły, że książka mnie nie zachwyciła. Jestem ciekawa, czy znacie jakieś interesujące powieści sensacyjne opierające się na motywach chrześcijańskich?
Za egzemplarz do recenzji dziękuję

Tagged with: , , , , , ,

0 comments

  • Ewa Formella

    Mocno. Mnie ta książka może nie zachwyciła, ale miło wspominam czas spędzony przy niej, może dlatego, że tak dogłębnie nie wnikam w fabułę jak Ty.

    Reply to Ewa Formella
  • Karolajna

    Nie wiem czy sięgać po tę książkę. Może kiedyś… 😉

    Reply to Karolajna
  • Anonimowy

    Jakieś interesujące powieści sensacyjne opierające się na motywach chrześcijańskich?
    Chociażby "Pan Samochodzik i Templariusze".

    Reply to Anonimowy

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*