353 (44). „Wszystkie pory uczuć. Lato” Magdalena Majcher – PRZEDPREMIEROWO!

353 (44). „Wszystkie pory uczuć. Lato” Magdalena Majcher – PRZEDPREMIEROWO!

Wydawnictwo Pascal

368 stron, oprawa miękka

2018

Cykl: Wszystkie pory uczuć, tom 4

„Dzieci z domu dziecka, przynajmniej te, które wciąż miały rodziców, wiedziały, że nikt poza nimi nie zatroszczy się o matkę i ojca.”

Bohaterką ostatniego tomu cyklu „Wszystkie pory uczuć” jest Joanna, przyjaciółka Hanny z „Jesieni”. Dzięki temu historia dziewczyn z domu dziecka zatacza pełen krąg i idealnie się domyka. Asia, jak większość wychowanków domu dziecka, ma za sobą trudne dzieciństwo, z którego wyniosła wiele złych wspomnień i niską samoocenę, która sprawiła, że kobieta wciąż powielała błędny wzorzec związków.

„Wierzyła, że jej miłość ma magiczną moc. Rozgrzeszała z braku szacunku, wybuchów złości, kłamstw i niedotrzymanych obietnic […]. Jak magnes przyciągała trudnych mężczyzn, którzy mogli się pochwalić nie mniejszym bagażem życiowych doświadczeń niż ona.”

Po wielu nieudanych próbach, w których ona dawała się wykorzystywać, a mężczyźni korzystali z jej naiwności i dobra, wreszcie trafia na normalnego faceta – syna sąsiadki Hani. Teraz jej marzeniem staje się powiększenie rodziny i spełnienie w roli matki. Zwłaszcza, że zegar biologiczny tyka. Tylko czy aby na pewno macierzyństwo jest tak idealne, jak twierdzą wszyscy wokół?

„[…]odniosła wrażenie, jakby sprowadzono ją do roli inkubatora. Jakby jedyne, do czego została stworzona, to zapewnienie dziecku warunków do rozwoju i bezpieczne przetransportowanie go na drugą stronę brzucha.”

Magdalena Majcher po raz kolejny już przedstawia cienie roli matki. Pokazuje, że wbrew powszechnie panującej opinii, kobiety nie zawsze czują się cudownie w tym „błogosławionym” stanie, a wyidealizowane wizje matek w zderzeniu z rzeczywistością mogą prowadzić nawet do głębokiej depresji. I nikt nie mówi o tym głośno, bo „co ludzie powiedzą”…

„Traktowała macierzyństwo jako zadanie do wykonania i odhaczała na swojej liście kolejne tygodnie ciąży jako zaliczone.”

Wiele kobiet, w tym i ja przy pierwszej ciąży, daje się złapać na lep „mądrych” poradników, gazetek dla rodziców i rad doświadczonych babć czy ciotek. Już przed porodem wie, jak chce karmić, kiedy kąpać, jakich używać kosmetyków i co robić, żeby dziecko od pierwszych dni spało całą noc we własnym łóżeczku. A potem przychodzi zderzenie z rzeczywistością, w której nic nie idzie według planu.

„Od kobiet wymaga się więcej. Mężczyźnie wystarczy, że spłodzi dziecko, i nikt nie pyta go o pozycję, w jakiej to zrobił. Już jest prawdziwym bohaterem.”

W dzisiejszych czasach mężczyźni coraz częściej poczuwają się do roli „współrodzica” i akceptują swoją odpowiedzialność za dziecko. Nie jest to oczywiście wciąż normą, ale mimo wszystko są ojcowie, którzy angażują się w opiekę nad potomstwem i nie traktują tego jako ujmy czy pomagania. Bo dziecko jest wspólne, nie należy tylko do kobiety, która je urodziła, więc dlaczego tylko ona ma się nim zajmować? Często jednak same matki utrudniają sobie życie odpychając partnerów i wyręczając ich bo „same zrobią to lepiej”. A to wielki błąd…

„Nie mówiono o tej ciemnej stronie macierzyństwa, czy to w szkole rodzenia, czy na oddziale położniczym. Wypierano jej istnienie, odmalowywano rodzicielstwo w pastelowych barwach.”

Powieść Magdaleny Majcher to prawdziwy „must read” dla przyszłych i obecnych matek. Warto, żeby zamiast słodkich zdjęć bobasów z okładek książek i czasopism poznały prawdziwe, niepolukrowane życie kobiety w ciąży i świeżo upieczonej matki. Szkoda, że tak mało jest rzetelnych i prawdziwych informacji o macierzyństwie. Kobiety powinny wiedzieć, czego mogą się spodziewać, a właściwie, że powinny się spodziewać wszystkiego. Tego, że w ciąży spuchną, zrobią im się rozstępy i będą co chwile ryczeć bez powodu. Tego, że poród boli jak cholera a dochodzenie do siebie to jak wejście na Mount Everest. Że personel w szpitalu zwykle traktuje pacjenta jak urzędnik petenta: następny! Że na początku nic się nie będzie umiało zrobić i że popełni się milion błędów. Karmienie piersią boli jak diabli a noworodek może doprowadzić do poharatania ich do krwi. Nic nie jest łatwe, proste i przyjemne.

„Po porodzie przez ciało kobiety przechodzi prawdziwy tajfun hormonalny.[…] Szacuje się, że nawet u ośmiu kobiet na dziesięć obserwuje się przygnębienie poporodowe.”

O „baby bluesie” słyszało wiele z nas, ale większość to bagatelizuje. A tam, trochę popłaczę i mi przejdzie. Tylko czasami to „trochę” zamienia się w „nie mogę przestać”. Często bliscy matki zupełnie nieświadomie pogarszają jej stan. Po pierwsze odsuwając ją i jej potrzeby na dalszy plan. Bo przecież najważniejsze jest dziecko. Odczułam to przy każdej ciąży i kiedy dzieci były malutkie. Nikt nie pytał: co u Ciebie ciekawego? Co dzisiaj robiłaś? Co ostatnio czytałaś? Wszyscy pytali: Jak dziecko?

„Co z nią było nie tak, skoro najchętniej zostawiłaby swoje dziecko i uciekła daleko, tam, gdzie nie dosięgną jej problemy i obowiązki?”

Niech pierwsza kamieniem rzuci matka, która nigdy przenigdy nie pomyślała: Chciałabym nie mieć tego dziecka. Każda z nas to przeszła, to zmęczenie materiału i bezsilność wobec nieustająco wymagającego uwagi malucha. Za nadanie nazwy „urlop macierzyński” powinno się pomysłodawcy nadać tytuł Żartownisia Wszechczasów. Urlop? Jaki urlop? To harówka gorsza od niejednego etatu, do tego całodobowa i bez możliwości pójścia na L4.

„Płacz, bezsilność, przeczucie, że nie potrafisz, przekonanie, że jesteś beznadziejną matką, a twoje dziecko zasługuje na wiele, wiele więcej. Z depresją poporodową zmaga się co dziesiąta kobieta w Polsce.”

Każda z nas mogłaby być Joanną. A może była? Tylko na pewno nic nie powiedziała, bo to przecież wstyd. Wstyd poprosić o pomoc, powiedzieć, że nie umie się być matką, że niechęć jest silniejsza od miłości. Nieleczona depresja potrafi zebrać okrutne żniwo. Przypomnijcie sobie chociażby historię matki Madzi czy wielu innych matek, które pozostawione bez wsparcia pogubiły się w swoich emocjach i doprowadziły do tragedii. Czy są temu winne? Pewnie częściowo tak, bo nie poprosiły o pomoc. Ale współwinni są też bliscy, rodzina, przyjaciele. Bo nie zauważyli objawów, nie pokierowali do psychologa. Tylko poklepali po plecach i powiedzieli: Dasz radę!

„W Polsce depresja poporodowa wciąż kojarzy się z wymysłem leniwych matek, którym nie chce się zajmować dziećmi. A ona bardzo chciała to robić. Tylko że nie mogła.”

Jestem nieustająco zachwycona twórczością Magdy Majcher, która znalazła swoją niszę tematyczną i na wiele różnych sposobów ukazuje matki i macierzyństwo. Obdziera je z wyidealizowanych wizji i przedstawia surowe realia. Pokazuje nie tylko blaski, ale głównie cienie rodzicielstwa. Najnowsza powieść powinna być wręczana wszystkim przyszłym matkom zamiast broszurek, z których uśmiechają się idealne matki idealnych bobasów…

Za egzemplarz do recenzji dziekuję

Tagged with: , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*