372 (63). „Złe matki są najlepsze” Matylda Kozakiewicz

372 (63). „Złe matki są najlepsze” Matylda Kozakiewicz

Wydawnictwo Znak ( Flow books)

284 strony, oprawa miękka

2017

„O właśnie. Zapachy. Otóż w pierwszym trymestrze wszystko śmierdzi – przekonałam się o tym jakoś po miesiącu ciąży. Najbardziej śmierdzi jedzenie,potem ludzie ( zwłaszcza mężczyźni, włącznie z własnym), pościel, dom, perfumy, środki czystości,odświeżacze powietrza,kuchnia, ubrania, no wszystko.”

Tę książkę zdobyłam dzięki wymianie na zeszłorocznym spotkaniu „A może nad morze z książką”. Żałuję, że sięgnęłam po nią tak późno… Mimo, że dla mnie – matki trójki dzieci – nie mam tam może miliona zaskakujących informacji, to jednak sporo przemyśleń autorki jest dla mnie potwierdzeniem własnych doświadczeń, a niektóre pozwalają spojrzeć na macierzyństwo z zupełnie nowej strony.

„No i zakładanie, że coś pójdzie nie tak, jest często jak obstawianie, że się wygra w kulminacji w totka. Teoretycznie możliwe, ale bicz, plis. Nie jesteś aż tak wyjątkowa.”

Matylda Kozakiewicz jest autorką bloga segritta.pl oraz fanpejdża Zła Matka. Jej przemyślenia, luźno publikowane na blogu, doczekały się zebrania „do kupy” i wydania w formie książkowej. I ja, mimo, że nie jestem fanką poradników dla matek oraz książek blogerek, uważam, że ta pozycja przyniesie wielu czytelniczkom więcej pożytku niż szkody i przyda się do wyluzowania przed przygodą z macierzyństwem, jak i na początku rodzicielstwa.

„Nie wiem skąd ci ludzie się biorą. Z dupy chyba. Wybaczcie mi to emocjonalne podejście do tematu, ale naprawdę mnie to irytuje. Bo wystarczy trochę pomyśleć, poczytać, wykazać się odrobiną empatii, żeby wiedzieć, że karmienie w miejscach publicznych jest dla kobiety koniecznością.”

Matylda Kozakiewicz w swojej książce w ironiczny i pełen humoru sposób opisuje codzienność matki -fakty i mity o karmieniu, noszeniu czy ubieraniu. A także, co ważne, przede wszystkim pisze, żeby wyluzować. Nie podchodzić do dziecka jako zadania, nie trzymać się sztywnych zasad i szablonów, zdać się na instynkt.

„Noworodka nie można przyzwyczaić do noszenia. To tak jakby wyłowić z morza rybę i przyzwyczajać ją do wody.”

Jednym z elementów poruszanych przez autorkę jest też chustonoszenie, którego i ja jestem ogromną zwolenniczką. Żałuję, że tak późno odkryłam te magiczne „szmaty”, które w bezpieczny i zdrowy sposób pozwalają na wspieranie rozwoju malucha i pielęgnowanie bliskości.

„Pomagać to może ci starsze dziecko albo sąsiad, gdy chcesz, żeby ktoś ci wózek zniósł ze schodów. Tatuś zaś powinien zajmować się dzieckiem na równi z mamą.”

Matylda Kozakiewicz zwraca też uwagę na istotny element w procesie opieki i wychowania dziecka. To współpraca obojga rodziców. Bo nawet jeśli ojciec nie może dziecku podać piersi i musi szybciej wrócić do pracy zawodowej, nie powinno mu to przeszkodzić w pozostałych czynnościach okołodziecięcych.

„Zatem gdy następnym razem, gdy jakaś upierdliwa sąsiadka spojrzy na twoje półroczne dziecko i powie, że „jej synek już w tym wieku siedział”, powiedz, żeby się wypchała i sprawdziła, czy jej się buraki nie przypalają.”

Mimo, że nie ze wszystkimi poradami autorki się w pełni zgadzam, uważam,że książka „Złe matki są najlepsze” jest zdecydowanie najbardziej udaną pozycją poradnikową dla przyszłych i obecnych mam. Nie daje rygorystycznych wytycznych, nie narzuca określonych metod. Wskazuje jedynie ścieżki, którymi warto podążać, by cieszyć się macierzyństwem bez stresu.

Książka trafiła do mnie dzięki wymianie na

Tagged with: , , , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*