Fajny blog, zapraszam do mnie! – czyli komentator z piekła rodem

Co jakiś czas nachodzi mnie chęć podzielenia się z Wami swoimi obserwacjami o świecie blogerskim. Tak pojawiły się artykuły o różnych rodzajach czytelników, natarczywych blogerach czy ostatnio: o grupach na FB. Tym razem opowiem Wam, z jakimi gatunkami komentatorów spotkałam się jako autorka bloga i jako odwiedzająca blogi innych. Jesteście ciekawi?

Komentator „powiększ swojego penisa”

To dla mnie największy problem i jestem wdzięczna za wtyczkę antyspamową na blogu. Serio. Kasuję po kilka albo kilkanaście komentarzy dziennie, w których zazwyczaj po angielsku ja i moi czytelnicy jesteśmy zachęcani do powiększania swoich narządów płciowych, korzystania ze stron porno i kupowania dziwnych rzeczy. To plaga. Przerażająca i obleśna. Na szczęście już tego nie czytam i kasuję odruchowo, a Wy w ogóle nie musicie na to patrzeć 😉

Komentator zapraszający

Kiedy widzę słowa „zapraszam do mnie”, zastanawiam się, czy jako goście u realnych znajomych, te osoby zachowują się tak samo. Wyobrażacie to sobie? Kupiliście sobie nowy regał na książki i spraszacie kilka znajomych osób, by im go pokazać. One przy okazji przyprowadzają swoich znajomych. To jest fajne, bo w końcu warto się chwalić takim regałem, co nie? No ale ci znajomi znajomych właściwie tylko wkładają głowę przez drzwi i krzyczą: „Fajnie tu! Zajrzyj do mnie!” I przyklejają na Twojej ścianie w przedpokoju plakat ze swoim adresem…

Komentator „fajnie i super”

Pamiętam, jak w podstawówce moja pani od polskiego tępiła w nas nawyk pisania o czymś, że jest fajne. Bo to słowo nic nie określa. I chyba dlatego tak często jest używane.* Dlatego smucą i z lekka irytują mnie komentarze w stylu „fajna recenzja”, „super blog”. To takie puste, nabijające statystki wpisy od osób, które trafiły tu z łapanki, przez przypadek i pewnie nawet nie  przeczytały żadnego wpisu. Okey, statystyki się liczą dla potencjalnych współprac, ale czy warto sobie zaśmiecać blog, swoje miejsce w przestrzeni na tak bezsensowne rzeczy jak cyferki? Moim zdaniem osoby czytające recenzje, czytające książki to jednak takie, które potrafią napisać kilka słów więcej niż „fajny wpis”…

*tak, wiem, że też go używam, bo ciężko mi ten nawyk (nadal) wyplenić 😉

Komentator „jak śmiesz tak pisać”

To jeden z moich ulubionych typów. Jest pobudzająco odświeżający 😉 Czasem wdaję się z nim w dyskusję, chociaż najczęściej jest twardy jak beton i nic go nie przekona. A co pisze w komentarzach? „Nie masz racji”, „Ta książka jest głupia”, „Jak możesz pisać, że ci się nie podoba?”. No kurczę mogę. Bo to mój blog, moje opinie i moje subiektywne ZDANIE o przeczytanej książce. Mam prawo napisać, że według mnie coś jest słabe, że nie trafiło w mój gust, albo przeciwnie – że jestem czymś zachwycona. Tak samo jak moi czytelnicy mają prawo mieć inne zdanie i kompletnie się z tym nie zgodzić. Przecież ani ja nie jestem wyrocznią, ani nie ma prawd uniwersalnych i książek, które podobają się wszystkim. Ale wyrażanie swojej opinii to jedno, a obrażanie mnie z powodu odmiennego zdania, to już całkiem inna para kaloszy…

Komentator wnikliwy

Takiego cenię najbardziej i dzięki jego komentarzom czuję sens swojego pisania. Bo odnosi się do tego, o czym napisałam w recenzji, przytacza swoje argumenty albo chociaż pisze coś więcej niż nieśmiertelne”fajny wpis”. Lubię odpowiadać na takie komentarze,  prowadzić dyskusje z ich autorami. I to zarówno u siebie, jak i na cudzych blogach. Dzięki komentarzom wpis zyskuje nowe życie, nie jest tylko drętwą pisaniną…

Komentator milczący

Czyli tak naprawdę nie komentator, ale obserwator. Wchodzi na blog, przeczyta, ale albo nie ma odwagi nic napisać, albo nie chce mu się tracić czasu. Ten pierwszy typ rozumiem, bo sama często nie wiem, jak sformułować swoją wypowiedź pod czyimś wpisem. Ale jako autorka bloga wiem, że wsparcie czytelnika jest ważne. Te kilka słów pod recenzją czy artykułem to znak, że jesteście, że czekacie na kolejne wpisy, że trafiają do Was moje wypociny 😉 A jeśli szkoda Wam czasu na komentowanie, to pomyślcie, że dzięki Waszym słowom z większą energią zabiorę się za kolejne lektury i recenzje. I artykuły takie, jak ten…

A jakie Wy znacie typy komentujących? Jakimi jesteście?

No i czy chcecie więcej moim wpisów? 😉

Tagged with: , , , , ,

14 comments

  • Wioleta

    Bardzo ciekawy wpis. Sama jestem zarówno komentatorem milczącym jak i wnikliwym. Pozdrawiam

    Reply to Wioleta
  • Aneta

    Dobrze to ujęłaś. Komentarz pokazuje, czy pisanie na dany temat w ogóle ma sens. Daje kopa i mobilizuje do zagłębienia tematu. Dlatego zastanawiam się, dlaczego ludzie nie komentują na blogu. Może po prostu zanika sztuka rozmowy…

    Reply to Aneta
  • Angel Oscuro

    Czasami nie komentuję wpisów, głównie recenzji, bo jest w nich zawarte wszystko, co chciałam powiedzieć lub nie mam zdania na temat książki, której nie przeczytałam.
    Na blogach prywatnych, choć teraz już mnie, za czasów onetu działo się więcej w tym temacie, jest jeszcze typ hejtera, który wylewa wiadro pomyj bez względu na to, co się napisze.

    Reply to Angel Oscuro
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      To fakt. U mnie typowi hejterzy dię nie pojawiają. Ale na innych blogach takowych spotykam. Potrafią pisać wredne rzeczy o czyimś wyglądzie, rodzinie i innych rzeczach. Straszne. Wydaje im się, że są tacy anonimowi i bezkarni..

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
  • Pełna kulturka

    Wpis niezwykle interesujący, zwykle pozostaje zwykłym obserwatorem takim troszkę blogowym ninjom, o ile można mnie tak zakwalifikować, ale tak najbardziej przeszkadzają te z pustymi nic nie wynoszącymi do naszego życia komantarzami. Takie typowe zapychacze.
    Pozdrawiam ciepło Sara 😉

    Reply to Pełna kulturka
  • Przemysław

    Fajny wpis na super blogu!
    Przepraszam, musiałem 😉

    A tak na serio – do mnie docierają tylko Ci pierwsi u ostatni Ale fakt, że „dawniej komentarzy było więcej”, ale i jacyś mniej zabiegani wszyscy byliśmy. Życie. Mnie to ostatnio zadowala nawet, że ktokolwiek recenzję przeczyta, a nie zatrzyma się na fejsbukowym lajku czy instagramiwym serduszku.

    Reply to Przemysław
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      To prawda. Czasem się zastanawiam jaki jest sens pisania recenzji kiedy więcej uwagi przyciąga zdjęcie z swxy nogami

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
  • Klarka Mrozek

    Mam wieloletnich komentatorów, którzy nie zawsze wypowiadają się na temat, ale to grupa znajomych dyskutujących między sobą, bawią się albo wymieniają doświadczenia. Mam również czytelników-blogerów, którzy oczekują rewanżu – odwiedzin na ich blogu.
    Wiele zależy też od kategorii bloga. Generalnie mam takie zdanie – nie zostawiam namiarów na siebie bo jeśli ktoś chce to i tak mnie znajdzie, a wszelkie linki w komentarzach obciążają blog, często wyrzucam je i zaznaczam, że to spam.

    Reply to Klarka Mrozek
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      Ja rozumiem, jeśli ktoś np wrzuci link do siebie do recenzji tej samej książki. Żeby pokazać swoje zdanie. O ile napisze coś więcej poza linkiem.. Ale „fajnie piszesz, zajrzyj do mnie” to dno dna…

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
  • Marta

    U mnie są Ci zapraszający i Ci od „super fajnie”. Tych drugich uwielbiam zwłaszcza pod negatywnymi recenzjami albo kiedy wspominam w pierwszym akapicie inną książkę. Wtedy łatwo wyłapać kto w ogóle wie pod czym pisze komentarz, a kto wpadł i nawet na to nie spojrzał tylko bezmyślnie klepie. 😀
    Pamiętam jak zrecenzowałam „Spętanych przeznaczeniem” pani Roth i w pierwszych zdaniach wspominałam o znielubianym przeze mnie cyklu „Niezgodna”. Co drugi komentarz dotyczył „Niezgodnej” i tego, że im też się podobała (bo wyłapali słowo „Niezgodna” i ocenę bodajże 7/10, która dotyczyła „Spętanych przeznaczeniem”, ale kto by tam zwracał uwagę na szczegóły prawda?). 😀

    Natomiast jestem wolna od powiększania tego czy owego, a autorzy komentarzy w stylu „ta książka jest głupia” czasem u mnie błysną, ale szczęśliwie szybko gasną. 🙂

    Masz świętą rację, że komentarze pod wpisem są dla autora bloga bardzo motywujące. 🙂 Szkoda tylko, że coraz trudniej zmotywować do pisania komentarzy, podobnie jak coraz ciężej zachęcić do dyskusji. Wiem skądinąd, że są osoby, które chętnie by podyskutowały, ja jestem na to bardzo otwarta, ale oni rezygnują z tego pomysłu „bojąc się kogoś urazić”. I chociaż kiedy tylko mogę zaznaczam, że lubię dyskutować, tak – nawet wtedy kiedy ktoś polemizuje z moją oceną, to ludziom brak często tej chęci.

    Reply to Marta
    • Post authorPrzeczytanki Dorota Lińska-Złoch

      Nawet nie wiesz, z jaką przyjemnością przeczytałam Twój komentarz. Chcę takich więcej 😉 Ja lubię dyskusje, serio. Bo to znaczzy, że temat, który poruszam jest ważny dla innych.

      Reply to Przeczytanki Dorota Lińska-Złoch
  • Bibliotecznie

    Ja jestem często tym ostatnim, bo nie mam czasu odnieść się konkretnie do wpisu, a nie lubię pisać jednego słowa 😀 No, i samą mnie irytuje, kiedy zbyt często używam słów-worków, szczególnie „fajnie” i „super” 🙂

    Reply to Bibliotecznie

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*