Wywiad z Barbarą Garczyńską, autorką „Daleko — Blisko”. Część 1

O Autorce:

Barbara Garczyńska – Szczęśliwa żona autora Przemysława Garczyńskiego, matka-Polka trójki dzieci. Z zawodu pedagog, ale obecnie przebywa na macierzyńskim, pisząca w tak zwanym „międzyczasie”. Minimalistka. Kocha gotować, piec i biegać. Nałogowa czytelniczka. Prowadzi blog RodzinkaWartaPoznania.pl. Z mężem współtworzy serwis 3telnik.pl. Ślązaczka mieszkająca w Poznaniu

 

PRZECZYTANKI: Pomysł na książkę, czy chęć jej napisania – co przyszło pierwsze?

BARBARA GARCZYŃSKA: Najpierw była chęć napisania. Miałam marzenie, zaczęłam o nim coraz częściej myśleć, a następnie zastanawiać się, czym mogłabym się z czytelnikami podzielić – i tak powstał pomysł na fabułę.

P.: Czy miałaś z góry zaplanowaną fabułę, czy pozwoliłaś poprowadzić się bohaterom?

B.G.: Hmm… Jedno nie wyklucza drugiego. Po wymyśleniu fabuły w moje ręce wpadła książka Katarzyny Bondy pt. “Maszyna do pisania”. Zachwyciła mnie i w oparciu o jej wskazówki napisałam baaardzo szczegółowy plan z podziałem na sceny, które można liczyć w setkach. W trakcie pisania opierałam się na tych notatkach, ale czasem bohater sam prowadził mnie w niespodziewane miejsca. Czasami sprawdzając, jak to się ma do planu – zmieniałam plan, a czasem zmieniałam tekst

P.: Czy do którejś ze swoich postaci czujesz większą a do innej mniejszą sympatię?

B.G.: Nie, raczej nie preferuję nikogo. Do wszystkich się przywiązałam i długo po skończeniu “Daleko-blisko” miałam chwile przebłysków, że to i to by się spodobało Januszowi, albo coś innego było w stylu Bożeny. W trakcie pisania to nie osoby sprawiały, że tekst pisało mi się łatwiej bądź trudniej, a scena, którą miałam do stworzenia.

P.: Czy powieść „Daleko-blisko” jest efektem Twoich obserwacji prawdziwego życia, czy kompletną fikcją literacką?

B.G.: Tutaj również jedno i drugie może świetnie współgrać ze sobą. Nie znam żadnego Janusza – kucharza amatora. Tak samo jak nie znam żadnej Honoraty, która uprawia nordic walking. Fabuła i jej zdarzenia są w pełni fikcyjne, postaci także, jednocześnie inspiracją nierzadko były prawdziwe zdarzenia z życia mojego i moich bliskich. Rodzina zgłasza, że widzi tam siebie lub innych członków. Starałam się natomiast, żeby zdarzenia były jak najbardziej rzeczywiste, mogące się zdarzyć w życiu.

P.: Kiedy pasja czytania przekształciła się w chęć napisania czegoś własnego?

B.G.: Tak bardzo konkretnie to wtedy, gdy Przemysław był w trakcie pisania, a właściwie to już kończył swojego “Kelnera”. A nieformalnie – to marzenie napisania czegoś swojego było marzeniem siedzącym w tyle głowy od dawna. Nie potrafię ustalić konkretnego momentu.

P.: Gdybyś mogła wybrać się z całą rodziną na tydzień do Disneylandu albo sama w jakieś spokojne miejsce, to co byś wybrała i dlaczego?

B.G.: Zdecydowanie gdzieś sama. Po pierwsze dlatego, że by się dobrze bawić nie trzeba zabierać wszystkich do parku rozrywki. Nie przepadam za takimi miejscami, nie ma tam pola na wyobraźnię, wszystko jest zaprogramowane, określone. Ilość bodźców powoduje szybkie zmęczenie zamiast dobrej zabawy. Po drugie: naprawdę odpoczywam będąc sama, także nie muszę nawet nigdzie jechać, może być mój dom, albo park w mojej okolicy. Lubię swoją rodzinę, ale lubię też swoje towarzystwo, ciszę, której bardzo mi brakuję i po którą trzy razy w tygodniu biegnę.

P.:Czym dla Ciebie w praktyce jest rodzicielstwo bliskości i dlaczego wybrałaś i promujesz ten właśnie model wychowania?

B.G.: W praktyce korzystam w większości z jego elementów, jakie ma w swoim założeniu. “Bądź blisko” już od porodu wydawało mi się oczywistością. Karmić piersią miałam to szczęście, że przyszło bardzo łatwo, choć czułam potrzebę, żeby się do tego przygotować tak samo, jak do pisania – czyli po prostu dużo o tym czytałam. O noszeniu dziecka dowiedziałam się, a także widziałam, jakie to ma pozytywne skutki już przed porodem pierworodnej, więc chusta była dla mnie tak samo ważnym elementem wyprawki, jak kocyk, bodziaki czy fotelik samochodowy. Spanie z dzieckiem – jedno z najbardziej kontrowersyjnych – praktykujemy do roku każdego dziecka. Widzę tu korzyść dla dziecka, ale przede wszystkim dla siebie. Ja też potrzebuję spać – dlatego skoro karmię piersią także w nocy, nie widzę żadnego dobrego powodu, aby ten sen skracać o wstawanie, siedzenie, odkładanie i tym podobne. Tak, wiem, czasami się nie da, czasem i moje dzieci ząbkowały, więc bujałam się z nimi całą noc. Takich nocy jednak było kilka w trakcie czterech lat. Słuchanie płaczu dziecka jest dla mnie najbardziej niemożliwe do zrealizowania, ponieważ ja nie potrafię słuchać, kiedy moje dziecko płacze – staram się jak najszybciej uciszyć ten dźwięk. Ale wiem, o co chodzi w tej koncepcji, została po prostu źle przetłumaczona. Równowaga i granice – tego ciągle szukam, chwieję się i balansuje. Odnalezienie równowagi, czasu tylko dla siebie, przy trójce dzieci jest trudne. Często nie udaje się codziennie lub nawet przez kilka dni, ale w każdym tygodniu staram się, a raczej walczę o to, planuję to. Takim zadbaniem o równowagę i moje potrzeby jest bieganie. Jeśli chodzi o granice, to ich nie wyznaczam, a staram się respektować zarówno swoje, jak i pozostałych domowników. Jestem zdania, że każdy ma jakiś problem. Zaczyna się wtedy, kiedy moje “nie” zderza się z “nie” kogoś drugiego – wtedy najpierw się uspokajamy, liczymy do 10, potem rozmawiamy. Oczywiście moje granice cierpliwości wobec noworodka oraz wobec czterolatka są inne. Elastyczność to drugie imię każdej matki. Dlaczego promuję ten styl? Bo u mnie się sprawdził, bo stosując go mam szczęśliwe dzieci, wydaje mi się najbardziej naturalny, intuicyjny. Polecamy to, co nam się sprawdza.

Koniec pierwszej części wywiadu

Tagged with: , , , , , , , ,

Comments & Reviews

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

*